piątek, 4 sierpnia 2017

CZEGO NIE LUBIĘ W SZKOCJI

A nawet nie w Szkocji lecz w Edynburgu, ponieważ tu spędzam 99.9% mojego czasu. Z zainteresowaniem przeczytałam taki post o Australii u Dagmary Hicks z Całej Reszty. Obaliła moje stereotypowe wyobrażenie o tym miejscu sielskim-anielskim. 

Jak przyjechałam do stolicy Szkocji to wydawało mi się, że miasto jest czyste, ludzie przemili, pogoda idealna, a zarobki cudowne. Co mi uciska nagniotki?


ZA DUŻO LUDZI NA METR KWADRATOWY:

Edi to miasto żyjące turystami. Ale w sierpniu jak zleci się ich cała masa na festiwal to tych ludzi jest kilku na centymetrze kwadratowym - nijak dojechać do pracy, uczucie klaustrofobii, ścisk, hałas, brak wolnych miejsc w knajpach, spóźnione autobusy. Jest naprawdę kolorowo i miło, ale wielu stałych mieszkańców ucieka na 3 tygodnie z miasta na wakacje. Często wynajmują swoje mieszkania przybywającym na czas festiwalu, zerkajcie na citylets.



PSIE KUPY:

Niby wszyscy sprzątają po swoich psach, ale dlaczego w takim razie bez przerwy nadziewam się na rozdeptaną psią niespodziankę? Dosłownie kilka dni temu szłam za facetem z psem, weszłam do szmateksu na rogu mojej kamienicy i jak wyszłam to prawie nadziałam się na cieplutką i parującą kupkę, a facet znika w klatce. No comment.



BRAK WARZYWNIAKA POD BLOKIEM:

Nie ma tu czegoś takiego. Wszystko jest pakowane w folię i tylko w supermarkecie. Nie kupisz czereśni albo fasoli na wagę. Zdarzają się takie rzeczy w dużym markecie. Ale to nie to co stary, dobry warzywniak. Nigdy nie kupiłam w Edynburgu np pachnącej natki albo szczypiorku. Z grzybów są tyko pieczarki. Ziemniaki i truskawki - blee. Nie ma śliwek węgierek! Babcia sprzedająca pod sklepem produkty z działki? Zapomnij - wszak jesteśmy w Unii! Z zakupów zawsze przynoszę kilka opakowań plastikowych pojemników, w które są wsadzone owoce + całość jest zafoliowana. Koszmar ekologa.



KORKI KORKI:

Osobiście nie prowadzę, ale wszyscy zmotoryzowani narzekają, że w mieście jest za dużo aut, autobusy są przepełnione i się wleką.



USŁUGI:

Gdy pracowałam od pon-piątku pomiędzy 8.30-17.30 to aby cokolwiek załatwić na mieście musiałam brać dzień wolnego. Banki do 15, lekarz przyjmuje do 16. W sobotę żadne biuro nie pracuje, więc aby złożyć papiery o wynajem mieszkania to trzeba było się urwać z pracy wcześniej. Czasem przyjdziesz do dentysty i uderzysz się o klamkę, ponieważ załoga ma w okolicach południa przerwę na godzinny, niepłatny lunch. I nie zapiszą Cię choćby mieli jeszcze 10 min przerwy, a zarejestrowaliby cię w 30 sekund (u mnie w pracy to zauważyłam). Musisz przyjść za 10 min, koniec dyskusji!



GP I DENTYSTA CZYLI NFZ NA WYSPACH:

Nie lubię. Dodzwonić się do nich nie ma jak - trzeba osobiście się przejść. Kolejki do lekarzy są tragicznie długie. Wolę iść do lekarza w Polsce (prywatnie, bo u nas nie płace taxów). Moja pierwsza wizyta u GP była nieprzyjemna: starsza kobieta w białym mundurku wypytała mnie o wagę wzrost, kod pocztowy etc i ....tyle. Good bye! No a ja przyszłam z konkretnym problemem, na dodatek wzięłam dzień wolnego w pracy. Ona miała dla mnie tylko 15min, kolejny pacjent czeka, a musi skończyć punkt 16. Widać, że się śpieszą. To samo u dentysty: wszyscy są odliczeni co do minuty i jeśli masz dziurę to dentysta zaklei ją tymczasowo i musisz umawiać się na kolejną wizytę. Coś takiego mnie nie spotyka w Polsce. Jak przychodziłam do lekarza rodzinnego to zawsze pytał jaki problem, czy coś mi dolega, jak mama się czuje? Kojarzy całą rodzinę. U dentysty natomiast od razu pełny pakiet: usuwanie kamienia, plomba, zdjęcie rtg.



DESZCZO - WIATR:

Lubię deszcz, naprawdę mi on tu nie przeszkadza, zwłaszcza, że są to przeważnie kapuśniaczki kilkuminutowe, a nie ulewa z gradem i piorunami. Bardziej wkurza mnie zawsze dmący wiatr. Nie zrobię sobie tu fryzury jak z reklamy (bo nie umiem i nie warto), nie przejdę się z rozpuszczonymi włosami, bo mam wieczorem kłaki nie do rozczesania. No i sukienki - o baloniastych, szerokich, lekkich zapomnij, bo będziesz musiała je przytrzymywać w kroczu przez cały pobyt tutaj. Parasolka wam tu nie potrzebna, bo jak dmuchnie to zostanie sam szkielet.



WILGOĆ:

Jeśli wydaje się Wam, że deszcz jest w Polsce okropny to pamiętajcie: wydaje się Wam. W Szkocji w okresie letnim pada przez większość czasu, ludziom pleśnieją ubrania w szafach, w mieszkaniach do wynajęcia często wali domestosem, ponieważ ktoś pleśń starał się przetrzeć wierząc, że to coś da. Reumatyzm to najczęstsze schorzenie występujące u starszych ludzi. Miejscowi podsumowując najcieplejszą porę roku powiedzą: lato było w tym roku w środę, po południu! Tutaj nie ma czegoś takiego jak słoneczny dzień - zawsze popada. Gorzej jest chyba tylko w Irlandii.

WSZĘDZIE WYKOPKI:

Miasto jest stare i co chwila coś tu pęka, podmaka, wilgotnieje, wali lub buduje się. Zwłaszcza ulice są jak paczwork. Przyjedź do stolicy Szkocji i poczuj się jak na polskich drogach! - powiedziałabym kiedyś, ale podziurawione jak ser rodzime drogi to już historia.


Fotosy - Barbara


WSZĘDOBYLSKIE How are you? Fine:

A potem kolejne pytanie: how was your weekend/last day/day off? I trzeba się podzielić tym, że zjadło się kolację/obejrzało film/pogrzebało w nosie, pomimo tego, że poprzedniego dnia widziało się te osoby i każdej opowiedziało planach na wieczór.... Nie mogę się do tego przyzwyczaić. Serio, trudno mi czasem przychodząc z rana do pracy wyłuskać z siebie owe ,fine-how-are-you?' To forma grzecznościowa, ale ja z rana nie muszę się z nikim komunikować; tak niestety mam, że mogę warknąć F Off!

PAPIEROCHY:

Tutaj kopci każdy. Nie ma spaceru, w czasie którego ktoś przede mną nie ćmiłby szluga. Kosze obok przystanków są oblegane przez palaczy. Każdy niby walczy z nałogiem, ale w Edynburgu chyba nikt tego serio nie traktuje.


------------------------------------------
MARY BLACK NO FRONTIERS

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...