niedziela, 7 maja 2017

BOOM! LUSH

Z firmą Lush mam taki problem, że albo trafię w dziesiątkę albo w totalny kwas. Kilka produktów kupiłabym na kilkuletni zapas (Ro's Argan <3), gdyby nie to, że trzeba je szybko zużyć, a kilka spuściła w toalecie, bo za nic nie mogę się do nich przekonać. 

Co jest nie tak z wegańskimi, czarnymi pastylkami do mycia zębów Boom!?


Ano nie lubię smaku i koloru :) Dla mnie to ważne podczas mycia zębów. Skusiłam się na nie, ponieważ jako dziecko lubiłam cola-colowe lizaki i miałam cichą nadzieję, że to coś podobnego. Białe pastylki lubię, miałam Atomic i były ok. A czarne to ... pfff, jakbym prochem strzelnicznym szorowała. Mają w sobie coś co mnie odpycha przed lustrem w łazience. 

Przegryzam je na pół i taką ilością myję, ponieważ pieni się mocno. Myją dobrze, zadowolona z nich jestem jeśli chodzi o usuwanie całodniowego syfu jaki osiada przy dziąsłach, ale to jeden z dwóch plusów. Drugi to wydajność - w tej plastokowej buteleczce jest sporo pastylek i muszę nimi umyć zęby do lipca, bo taki mają termin ważności, a używam od roku. Z tym, że nie codziennie. Bo nie!

----------------------------------

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...