sobota, 12 sierpnia 2017

ORLY

Brakuje mi na macierzyńskim buszowania po bibliotece. Kiedyś na bezrobociu to właśnie książki mnie ratowały od zwariowania - chodziłam sobie do pobliskiej biblioteki, której zapach uwielbiałam, pogadałam sobie z panią, która akurat miała zmianę. No i mogłam tam spędzić godzinę, nikt mnie nie wyrzucał, nie podchodził, jak w drogerii, i pytał czy pomóc albo śledził, bo pewnie coś ukradnę.

Przeczytałam kilka świetnych lektur, które przywiozłam sobie z Polski, ale o nich bliżej jesieni napiszę :)

Innym moim zabijaczem czasu jest malowanie paznokci - nareszcie sobie mogę poużywać, ponieważ w pracy wymagano ode mnie czystych, krótko obciętych paznokci. Od paru miesięcy używam ORLY i się nacieszyć tą firmą nie mogę. 



Jest jeden nieprawdopodobny plus weganskich lakierów - nie śmierdzą chemią. Mam w dalszym ciągu kilka starych, testowanych na zwierzach lakierów np P2 i China Glaze (kupiłam je, gdy jeszcze były na zielonej liście) i najchętniej używałabym ich nosząc maskę przeciwgazową. Teraz w modzie jest hybrydowanie, akrylowanie czy co tam jeszcze, ale mnie strasznie kręci malowanie paznokci tradycyjnymi lakierami. Co kilka dni robię sobie małe spa dla dłoni i stopek - odpycham, piłuję, masuję i maluję. Relaksuje mnie to, na zadbanie dłoni zawsze znajdę kilkanaście minut. 

Bardzo lubię Cutique Orly do usuwania skórek. Usuwa skór(czyby)ki na śmierć! Jest to glutowata maź, którą nakładam na minutę (po uprzednim peelingu kawowym albo po prysznicu dla dodatkowego zmiękczenia) - po tym czasie odsuwam nadmiar z płytki wykałaczką. 

Natomiast beżyk Prelude to a kiss z mojej kolekcji jest farbką idealną do każdej karnacji i kreacji, taki nudny, nie zwracający na siebie uwagi. Lakier długo się trzyma, oczywiście zawsze używam utwardzacza na wierzch. Ale akurat pod ten kolor nie nakładam bazy - nie potrzebuję jej pod wegańskie, jasne lakiery. Dodatkowego triku jak przedłużyć trwałość lakieru nauczyłam się od Nissiax83 - chodzi o malowanie końcówki paznokcia, sam czubek.

Oba kupiłam w TK Maxxie. Widzę tam często wegańskie lakiery Ciate, kupiłam też SPARitual oraz Butter London. Warto zaglądać do tego sklepu jeśli macie w okolicy! 

----------------------------------------------

piątek, 4 sierpnia 2017

CZEGO NIE LUBIĘ W SZKOCJI

A nawet nie w Szkocji lecz w Edynburgu, ponieważ tu spędzam 99.9% mojego czasu. Z zainteresowaniem przeczytałam taki post o Australii u Dagmary Hicks z Całej Reszty. Obaliła moje stereotypowe wyobrażenie o tym miejscu sielskim-anielskim. 

Jak przyjechałam do stolicy Szkocji to wydawało mi się, że miasto jest czyste, ludzie przemili, pogoda idealna, a zarobki cudowne. Co mi uciska nagniotki?


ZA DUŻO LUDZI NA METR KWADRATOWY:

Edi to miasto żyjące turystami. Ale w sierpniu jak zleci się ich cała masa na festiwal to tych ludzi jest kilku na centymetrze kwadratowym - nijak dojechać do pracy, uczucie klaustrofobii, ścisk, hałas, brak wolnych miejsc w knajpach, spóźnione autobusy. Jest naprawdę kolorowo i miło, ale wielu stałych mieszkańców ucieka na 3 tygodnie z miasta na wakacje. Często wynajmują swoje mieszkania przybywającym na czas festiwalu, zerkajcie na citylets.



PSIE KUPY:

Niby wszyscy sprzątają po swoich psach, ale dlaczego w takim razie bez przerwy nadziewam się na rozdeptaną psią niespodziankę? Dosłownie kilka dni temu szłam za facetem z psem, weszłam do szmateksu na rogu mojej kamienicy i jak wyszłam to prawie nadziałam się na cieplutką i parującą kupkę, a facet znika w klatce. No comment.



BRAK WARZYWNIAKA POD BLOKIEM:

Nie ma tu czegoś takiego. Wszystko jest pakowane w folię i tylko w supermarkecie. Nie kupisz czereśni albo fasoli na wagę. Zdarzają się takie rzeczy w dużym markecie. Ale to nie to co stary, dobry warzywniak. Nigdy nie kupiłam w Edynburgu np pachnącej natki albo szczypiorku. Z grzybów są tyko pieczarki. Ziemniaki i truskawki - blee. Nie ma śliwek węgierek! Babcia sprzedająca pod sklepem produkty z działki? Zapomnij - wszak jesteśmy w Unii! Z zakupów zawsze przynoszę kilka opakowań plastikowych pojemników, w które są wsadzone owoce + całość jest zafoliowana. Koszmar ekologa.



KORKI KORKI:

Osobiście nie prowadzę, ale wszyscy zmotoryzowani narzekają, że w mieście jest za dużo aut, autobusy są przepełnione i się wleką.



USŁUGI:

Gdy pracowałam od pon-piątku pomiędzy 8.30-17.30 to aby cokolwiek załatwić na mieście musiałam brać dzień wolnego. Banki do 15, lekarz przyjmuje do 16. W sobotę żadne biuro nie pracuje, więc aby złożyć papiery o wynajem mieszkania to trzeba było się urwać z pracy wcześniej. Czasem przyjdziesz do dentysty i uderzysz się o klamkę, ponieważ załoga ma w okolicach południa przerwę na godzinny, niepłatny lunch. I nie zapiszą Cię choćby mieli jeszcze 10 min przerwy, a zarejestrowaliby cię w 30 sekund (u mnie w pracy to zauważyłam). Musisz przyjść za 10 min, koniec dyskusji!



GP I DENTYSTA CZYLI NFZ NA WYSPACH:

Nie lubię. Dodzwonić się do nich nie ma jak - trzeba osobiście się przejść. Kolejki do lekarzy są tragicznie długie. Wolę iść do lekarza w Polsce (prywatnie, bo u nas nie płace taxów). Moja pierwsza wizyta u GP była nieprzyjemna: starsza kobieta w białym mundurku wypytała mnie o wagę wzrost, kod pocztowy etc i ....tyle. Good bye! No a ja przyszłam z konkretnym problemem, na dodatek wzięłam dzień wolnego w pracy. Ona miała dla mnie tylko 15min, kolejny pacjent czeka, a musi skończyć punkt 16. Widać, że się śpieszą. To samo u dentysty: wszyscy są odliczeni co do minuty i jeśli masz dziurę to dentysta zaklei ją tymczasowo i musisz umawiać się na kolejną wizytę. Coś takiego mnie nie spotyka w Polsce. Jak przychodziłam do lekarza rodzinnego to zawsze pytał jaki problem, czy coś mi dolega, jak mama się czuje? Kojarzy całą rodzinę. U dentysty natomiast od razu pełny pakiet: usuwanie kamienia, plomba, zdjęcie rtg.



DESZCZO - WIATR:

Lubię deszcz, naprawdę mi on tu nie przeszkadza, zwłaszcza, że są to przeważnie kapuśniaczki kilkuminutowe, a nie ulewa z gradem i piorunami. Bardziej wkurza mnie zawsze dmący wiatr. Nie zrobię sobie tu fryzury jak z reklamy (bo nie umiem i nie warto), nie przejdę się z rozpuszczonymi włosami, bo mam wieczorem kłaki nie do rozczesania. No i sukienki - o baloniastych, szerokich, lekkich zapomnij, bo będziesz musiała je przytrzymywać w kroczu przez cały pobyt tutaj. Parasolka wam tu nie potrzebna, bo jak dmuchnie to zostanie sam szkielet.



WILGOĆ:

Jeśli wydaje się Wam, że deszcz jest w Polsce okropny to pamiętajcie: wydaje się Wam. W Szkocji w okresie letnim pada przez większość czasu, ludziom pleśnieją ubrania w szafach, w mieszkaniach do wynajęcia często wali domestosem, ponieważ ktoś pleśń starał się przetrzeć wierząc, że to coś da. Reumatyzm to najczęstsze schorzenie występujące u starszych ludzi. Miejscowi podsumowując najcieplejszą porę roku powiedzą: lato było w tym roku w środę, po południu! Tutaj nie ma czegoś takiego jak słoneczny dzień - zawsze popada. Gorzej jest chyba tylko w Irlandii.

WSZĘDZIE WYKOPKI:

Miasto jest stare i co chwila coś tu pęka, podmaka, wilgotnieje, wali lub buduje się. Zwłaszcza ulice są jak paczwork. Przyjedź do stolicy Szkocji i poczuj się jak na polskich drogach! - powiedziałabym kiedyś, ale podziurawione jak ser rodzime drogi to już historia.


Fotosy - Barbara


WSZĘDOBYLSKIE How are you? Fine:

A potem kolejne pytanie: how was your weekend/last day/day off? I trzeba się podzielić tym, że zjadło się kolację/obejrzało film/pogrzebało w nosie, pomimo tego, że poprzedniego dnia widziało się te osoby i każdej opowiedziało planach na wieczór.... Nie mogę się do tego przyzwyczaić. Serio, trudno mi czasem przychodząc z rana do pracy wyłuskać z siebie owe ,fine-how-are-you?' To forma grzecznościowa, ale ja z rana nie muszę się z nikim komunikować; tak niestety mam, że mogę warknąć F Off!

PAPIEROCHY:

Tutaj kopci każdy. Nie ma spaceru, w czasie którego ktoś przede mną nie ćmiłby szluga. Kosze obok przystanków są oblegane przez palaczy. Każdy niby walczy z nałogiem, ale w Edynburgu chyba nikt tego serio nie traktuje.


------------------------------------------
MARY BLACK NO FRONTIERS

poniedziałek, 24 lipca 2017

KIKO TOP COAT

Pierwszy raz zetknęłam się z Kiko Milano w upalnych jak diabli Włoszech. Nie potrzebowałam nic do makijażu, ponieważ ten spływał ze mnie od razu po nałożeniu, a w lecie nie ma nic lepszego nad zimny prysznic, pod którym chciałoby się spędzić cały dzień! Wtedy kupiłam tylko miętowy lakier do paznokci, który (jak się później okazało) jest wegański.

Dla mnie jest to odpowiednik naszego Inglota - nie za drogo, niezbyt tanio, świetna jakość. 

Kilka tygodni temu sklep Kiko otworzył się na głównej handlowej w Edynburgu i od razu zaczęli od obniżek cenowych. Ale po raz kolejny nic za bardzo mnie nie zachęciło do kupna. Poza lakierami! Firma zmieniła buteleczki i teraz mają one solidną, pękatą i srebrną zatyczkę, która zabezpiecza przed otwarciem. Ową zatyczkę trzeba ściągnąć z trzonka.



Kupiłam top coat, ponieważ teraz jest to mój niezbędnik do malowania paznokci. Ma nadawać efekt żelowy na paznokciach, ale jest to po prostu zwykła cienka i utrwalająca kolorowy lakier warstewka.

Na oklaski zasługuje natomiast pędzelek - największy grubas wśród pędzli. Ponoć ma 1000 włosków i jestem w stanie w to uwierzyć. Jedno pociągnięcie nim wystarczy, żeby pokryć małą płytkę paznokciową, jeśli wasza jest wyjątkowo wąska to zastanowiłabym się mocno nad kupnem.

Przyspiesza wysychanie, ale mimo wszystko trzeba mu dać jakieś 20 min. Zadowolona jestem z trwałości. Myślę, że godny zastępca Seche Vite (dopóki Logical Harmony nie napisze, że jest ok to nikt im nie uwierzy). 

Seche Vite - gdy utwardzałam nim lakier w niedzielę to w czwartek już chciałam zmyć ponieważ na końcówkach paznokci robiły się już małe, widoczne tylko dla mnie kraki. Kiko daje radę od niedzieli do środy dla porównania. Zaznaczam, że paznokcie mam długie i często myję naczynia i codziennie biorę prysznic. Jeślibym tylko leżała i pachniała to lakier nie odpryskiwałby wcale!

O dziwo Kiko Gel Effect ładnie pachnie, nie jak typowy lakier (który to zapach zresztą bardzo lubię). Wyczuwam nutkę sztucznego olejku migdałowego do ciast. Polecam Wam very bardzo! :)

---------------------------
NA BANI BROCKEN

poniedziałek, 17 lipca 2017

PIXI

Zupełnym przypadkiem znalazłam stacjonarnie szafę z kosmetykami amerykańskiej firmy Pixi (nie mylcie z polską marką Pixie Cosmetics) - w UK szukajcie jej w sieci Marks&Spencer

Opakowania Pixi to głównie fantastyczny, jasnozielony kolor - nareszcie coś innego niż czerń. Love it! Szafa wygląda obłędnie i miałam ochotę kupić wiele, ale był koniec miesiąca, a ceny kosmetyków... eh - wyskokowe. Ta drogeryjna marka w USA jest pewnie groszową sprawą, ale ceny produktów im dalej od domu tym wyższe. Dla przykładu paletka mineralnych cieni: 15 funtów, eyeliner: 14, maskara: też 14 fu. 





Cienie jakie wybrałam to Copper Peach i są ... no kiepskie jak dla mnie. To moje pierwsze minerały i ostatnie jak na razie. Osypalskie i zbierające się w załamaniach po kilku godzinach (nie używam bazy). Mocno perłowe, ciepłe, rdzawe, idealne na jesienne, słoneczne dni. Paletka zawiera 6 miękkich w dotyku, malutkich cieni, które są niewiele większe od paznokcia mojego kciuka. Jeden, najciemniejszy brąz jest matowy (nakładam go sobie na brwi), a najjaśniejszy rozjaśnia łuk brwiowy, tak więc można tą jedną paletką zrobić cały makijaż oczu. Lusterka brak. 

Wygodniej nakłada mi się je palcami. Ot mam taki fetysz :) Wg mnie dokładanie do paletki pacynki + pakowanie jej w tekturkę to marnowanie materiału i zanieczyszczanie środowiska. Choć z drugiej strony papier łatwiej chyba recyklingować niż folię? Ale pacynka w czasach, gdy każda użytkowniczka kosmetyków inwestuje w pędzle to naprawdę śmiech na sali. 

Jestem teraz zainteresowana kosmetykami do pielęgnacji, na pewno jeszcze coś kupię, a interesuje mnie eyeliner, olejek różany z pipetką oraz eliksir pod oczy z kulką.

------------------------------------------------------
TEMPLE OF THE DOG HUNGER STRIKE

środa, 5 lipca 2017

AVALON ORGANICS

Zrobiłam wiosenne porządki w starych postach, ETYKIETACH oraz na MOJEJ LIŚCIE (VEGAŃSKIEJ); poczyniłam naprawdę sporo edycji, ponieważ duuuużo nieprawdziwych informacji w zakamarkach tam siedziało. Aż mi wstyd, że takie chaszcze tu zapuściłam <chlast>. To nie moja bardzo wielka wina - to czas tak szybko leci i nie nadążałam za zmianami w testowanym na zwierzętach świecie.

Jak zaczynałam blogowanie to słałam maile z groźbami i prośbami do firm z zapytaniem jak tam u nich z testowaniem. Przy sprzyjających wiatrach 2/10 moich maili dostało odpowiedź. WOW! Totalna olewka klienta. Zniechęciło mnie to. Niech się teraz młodsze dziewczyny tym zajmują. Ja po prostu przekazuje informacje (sprawdzone przez innych) dalej :)

Od 3 lat siedzę w Szkocji i po prostu nie mam dostępu do polskich szaf z kosmetykami, chemii gospodarczej, Rossmanna, więc nawet nie interesowałam się tym, że Bielenda, Eveline, Wibo, Inglot czy Delia już nie powinny gościć na tym blogu, bo po prostu ich nie kupuję. Kilka lat temu uczepiłam się kilku sprawdzonych (wtedy) informacji i nie docierało do mnie, że perę firm zostało wykupionych przez koncerny (Urban Decay) albo wlazło na rynek chiński (Bell). Bida z nędzą i nie ma pieniędzy... Szkoda, że tak się dzieje.

Pod koniec zakładki MOJA LISTA (VEGAŃSKA) znajdziecie spis innych blogów CF oraz V. Nie opieram się jedynie na Logical Harmony - to amerykańska blogerka i nie ma pojęcia za bardzo o naszych rodzimych, EU kosmetykach, więc zaglądam też na bardziej lokalne strony.

*

Na moją listę zawitało natomiast radośnie kilka innych firm i oto jedna z nich: szampon dodający objętości z rozmarynem Avalon Organics.

Uwielbiam ten produkt! Płyn jest gęsty i wydajny, nie rozlewa się po całym brodziku podczas prysznica. Włosy mam gładziutkie, rozsypują się jak w reklamie, szampon sam w sobie nie zawiera syfu petrochemicznego. Pieni się mocno, dobry do usuwania oleju z włosów - najpierw niewielką ilością płynu myję skalp, zmywam (przy okazji piana spłucze olej z końcówek) i potem jeszcze raz niewielką ilością domywam włosy od karku w dół. 

Fantastyczna, ciemnozielona, prawie czarna, unisexowa, plastikowa (szkoda, że nie szklana) butelka i zapach ziół! Mmmm, zdecydowanie dla mnie. Kupię ponownie, ale wersję cytrynową tym razem. 


---------------------------------
QUEEN INVISIBLE MAN

sobota, 24 czerwca 2017

LOT W CIĄŻY

Troszkę panikowałam czy malutka będzie spokojnie leciała w moim brzuchu. Sądząc po kopnięciach cieszyła się chyba bardziej niż ja lecąc do Polski na tygodniowy urlop. Lot samolotem to najkrótsza opcja jaką można wybrać (samochodem ponad 30 godzin kontra lot, który trwa niecałe 3 - nie ma dyskusji), lecz mimo to zawsze traci się cały dzień na podróż. Trzeba wstać z wyra i coś zjeść odpowiednio wcześnie, potem dojazd na lotnisko, które zawsze jest oddalone od miasta, odprawa to kolejna godzina, lot może być opóźniony, po lądowaniu trzeba się jeszcze z lotniska wydostać i dojechać do domu (jeśli się nie mieszka w mieście w którym się ląduje).
Dla ciężarnej to może być męka. 

Zanim się wtarabaniłam do samolotu to musiałam najpierw iść do położnej i poprosić o wypisanie papierka, że mogę podróż w ogóle odbyć. Na stronie Ryanair wyczytałam, że do 36 tygodnia można lecieć, ale trzeba mieć takie pozwolenie i pokazać podczas odprawy jeśli ktoś o nie poprosi. Po stronie UK nikt mnie o ten papier nie prosił. Natomiast po stronie PL jedna stewardesa zapytała w którym miesiącu jestem, dałam jej wtedy owy papier. Bez niego pewnie bym nie przeszła. Tyle.

Jeśli bym nie mogła lecieć toby mnie na lotnisku nie było. No ale jak trzeba mieć papiery to trzeba mieć papiery.

Ciśnienie na wysokości nie dało mi się we znaki. Podobnie jak całą ciążę lot przebyłam bezproblemowo, żadnych sensacji żołądkowych czy omdleń (czego się bałam), nie miałam zachcianek, gdy załoga serwowała posiłki i napoje, nie suszyło mnie, ani nie musiałam co 5 minut odwiedzać toalety. 

Niezbędnym elementem podczas takiej wyprawy jest mąż/partner/chłopak, innymi słowy ktoś z bicepsem, kto będzie targał bagaże. Akurat moja walizka podręczna na kółkach nie była specjalnie dokuczliwa, ale nie musiałam nikogo prosić, żeby ją umieścił lub wyciągał z luku bagażowego. 

Tu muszę nadmienić, że nie zdarzyła mi się w trakcie trwania ciąży niemiła sytuacja będąca wynikiem mojego odmiennego stanu. Poza tym jednym tygodniem w Polsce cały czas jestem w Edynburgu i codziennie ludzie ustępują mi miejsca w autobusie, albo trzymają drzwi, gdy chcę wejść do sklepu, kierowcy przepuszczają mnie na przejściach. Troskę w oczach widzę zwłaszcza u dojrzalszych, na oko 50-letnich kobiet, którym włącza się instynkt babci najprawdopodobniej :) Jest to przemiłe. Jeśli widzicie kobietę w zaawansowanej ciąży to proszę zapytajcie czy nie ustąpić jej miejsca - nogi naprawdę bolą jeśli nosi się przez całą dobę naturalny inkubator.

Ciekawostka: ponoć w Szkocji istnieje prawo, które pozwala ciężarnej zapukać do prywatnego domu i poprosić o skorzystania z toalety jeśli jest taka potrzeba, a toalet publicznych w okolicy brak. Nie wiem, nie próbowałam, nie odważyłam się nigdy.




Zdjęcie należy do Kingi W., której dziękuję za możliwość udostępnienia


-----------------------------------
THERION MARK OF CAIN

niedziela, 18 czerwca 2017

FAITH IN NATURE - FEMININE WASH

Siedzę na macierzyńskim dopiero 3 tydzień, ale już po 3 dniu tęskniłam za pracą... Nie mogę zrozumieć jak ktoś może pracować w domu. To zupełnie nie dla mnie. Ale z drugiej strony byczę się za wszystkie czasy, kokoszę, łączę umysł z wszechświatem i to też jest ok :)

Marka Faith in nature jest na rynku od 40 lat i od początku jest cruelty-free. Założycielka - Rivka Rose - rozpoczęła kosmetyczną przygodę w Szkocji, po tym jak wyemigrowała z Nowego Yorku.

Miałam kilka mydeł i szamponów od nich, w UK jest to popularna marka - solidna, naturalna, bezpieczna i tania. Widziałam ją nawet w szmateksach do kupienia za grosze. Ot odpowiednik Ziaji. Nic co musicie koniecznie mieć, ponieważ polskie ceny są pewnie sporo zawyżone, więc ...




Moim ulubieńcem jest zdecydowanie wegański żel do higieny intymnej. Jest to bardzo delikatny produkt, dla wszystkich typów skóry, kupię ponownie, gdy córka będzie już z nami i trzeba ją będzie czymś myć. Przypomina mi on żel do higieny intymnej Facelle - podobne odczucia myjące. 

Wolałabym, żeby był z dozownikiem, ponieważ ma konsystencję żelowo-wylewającą się i zawsze wyciśnie mi się za dużo niżbym chciała, przez co jest niewydajny. 

Nie zawiera parabenów i SLS, jeden z delikatniejszych żeli jakie miałam w rękach, nadaje się dla ekstra wrażliwej skóry, nie powinien podrażniać. Na pewno wezmę go do szpitala, żeby się czymś umyć po porodzie i w czasie połogu:

Aqua, Betaine, Caprylyl/capryl glucoside, Glycerin, Sodium cocoamphoacetate, Xanthan gum, Aloe barbadensis leaf juice, Aniba rosaeodora wood oil, Pelargonium graveolens oil, Citrus aurantium bergamia fruit oil, Rosa centifolia , flower extract, Vanilla planifolia fruit extract, Viola odorata extract, Citric acid, Parfum, Geraniol, Citronellol, Linalool

------------------------------
SÓLEY PRETTY FACE

piątek, 26 maja 2017

MAYHEM

Pod jednym postem znalazł się komentarz dotyczący Atilli z zespołu Mayhem. Chodzi o fakt, że Atilla Csihar jest wegetarianinem, ale na scenie podczas koncertu zespół wykorzystuje głowę prawdziwej świni jako rekwizytu. Tak więc co to za wegetarianin co robi takie rzeczy?
Ten zespół jest ekstremalny we wszystkim. Ale jeśli chodzi o norweski black metal to popaprańców jest więcej i są oni grubszego kalibru (Burzum). Ogólnie powiedziałabym, że obecnie im bardziej ekstremalny w muzyce jesteś tym lepiej dla kariery.

Z kolei fani płacą - fani chcą zobaczyć głowę zwierzęcia na scenie. A nie faceta udającego drzewo. Osobiście problemu z tym, co Atilla robi na scenie to nie mam. Kirk z Metallici też jest wegetarianinem, a chodzi w butach ze skóry węża, a jego kumpel James jest myśliwym. I co z tego? Co mnie obchodzi co robią inni? Ważne co ja robię. 

Na ile jesteś wege w swoim życiu?

A może to jedyny sposób w jaki Atilla zarabia na chleb? Ile jest takich osób, które muszą ideologię zostawić w domu i w pracy robić rzeczy, któych normalnie by patykiem nie tkli? 

Znam chłopaka, który je mięso, ale w pracy musi gotować homary. Ma z tym problem, chciałby, żeby ludzie przestali zamawiać i jeść te skorupiaki. Powiecie: przecież to proste! Niech zatrudni się w wegetariańskiej restauracji. A co jeśli był na rozmowie o pracę w takowej, ale pensja nie pokryje mu rachunków?

Ilu z wegan jeździ samochodami? Przecież w crush-testach używano żywych małp, które przywiązywano i zabijano w ,wypadku' aby zapewnić w przyszłości bezpieczeństwo podczas jazdy i produkować lepsze samochody.

Są dziewczyny, które kupują kosmetyki nie testowane na zwierzętach, ale pracują w drogerii, gdzie sprzedają asortyment firm testujących. Albo w sieciówkach z ciuchami robionymi przez dzieci w krajach trzeciego świata. Rozumiecie o co mi chodzi?

W moim rodzinnym domu jest czapka z lisa, którą w młodości nosiła w mroźne zimy ciocia. Czapka została zrobiona ręcznie jakieś 40 lat temu, gdy słowo weganizm nie istniało. Czy gdybym ją sprzedała komuś za pieniądze to by znaczyło, że wspieram futrzarski biznes? Mam zresztą do dziś kilka ciuchów z wełny, buty ze skóry. Jakby mnie jakiś weganin (albo raczej weganka, bo to dziewczyny są bardzo zaangażowane, ale facet zostawił komentarz więc to jego wywołuję do tablicy) oblał farbą, a potem bym mu wytłumaczyła, że nie jem mięsa i nie piję mleka, mam w domu kota, od osoby która miała go utopić, jadam w wegańskich knajpach, kupuję wegańskie kosmetyki, etc to nie byłoby mu głupio?

Koleżanka wspomniała mi o dziewczynie, która będąc ciężarną wegetarianką miała straszną ochotę na mięso. Organizm się tego domagał, to ciężkie do zwalczenia. No i chcąc nie chcąc, ze łzami w oczach jadła od czasu do czasu kurczaka. I co jej zrobicie? Psami poszczujecie?

Ciąża wyzwala we mnie egoistyczne stany, dziecko jest najważniejsze w chwili obecnej. Dziś ide do położnej. Gdyby miała mi powiedzieć coś w stylu:
- Proszę pani, dziecko ma pewne braki. Musimy pani zaaplikować łyżkę tranu dziennie, buteleczka za 5 funtów lub wyjątkowo drogą wegańską kurację na tą przypadłość...
To bez wachania kupiłabym tran. Sorry, takie klimaty.

Będąc np w Polsce, mając taką se zapomogę w tym fantastycznie prorodzinnym kraju i ojca dziecka z najniższą pensją, a idąc do sklepu po proszek do prania jak myślicie jaki wybiorę? Eko wegański za 39 zł czy tani, do tego w promocji, firmy testującej na zwierzętach?

Może Atilla ma alergię na mięso i to jedyny powód dla którego jest wege? A może to nie on kupuje od rzeźnika ową głowę tylko menadżer zespołu? Może wokalista połowę swojej kasy za koncerty oddaje schronisku na karmę albo sterylizację kotów i nie chwali się tym we wszystkich wywiadach do Metal Hammera?

Jeśli kogoś to razi to nie będzie chodził na koncerty Mayhem, zainteresowanie spadnie i nie będą już tego robić (bo zajmie się tym inna podziemna, blackmetalowa grupa). Jeśli kogos to naprawde drażni to niech napisze maila do zespołu - może wezmą sobie to do serca i przestaną?


czwartek, 25 maja 2017

WEGAŃSKIE PERFUMY



WEGAŃSKIE PERFUMY


Auphorie
A Perfume Organic

DefineMe Fragrance
Dolma

Ecco Bella

French Girl Organics

Harvey Prince Organics

Klean Spa

Lavanila
Neal's Yard Remedies 

Pacifica
Possets Perfume

Sweet Anthem

Terra Nova
Tsi-La

Vered Organic Botanicals




CRUELTY-FREE PERFUMY


Aromi
Arquiste

Black Phoenix Alchemy

Commodity

D.S. and Durga

Forager Botanicals

Haus of Gloi
H&M
Honore des Pres

Jo Wood Organics

Le Labo (cf, należą do Estee Lauder)
L’Erbolario ?
Lotus Wei
Lurk

Marks & Spencer
Molton Brown
My Daughter Fragrances

Penhaligon's (jest CF, ale należy do PUIG)
Pour le Monde

Rouge Bunny Rouge

Silk Naturals
Strange Invisible

Tallula Jane
The 7 Virtues


wtorek, 16 maja 2017

SMUGGLERS SOUL

Minimalizm jest mi obcy i obojętny, brakuje mi barokowego rozmachu w obecnych wystrojach wnętrz, ubiorach i perfumowaniu się - mało kiedy mijam osobę nie tylko ładnie pachnącą co pachnącą Wogóle czymkolwiek. Mam wrażenie, że jeśli ktoś wykosztuje się na buteleczkę to pryska się dwa razy do roku - na BN i Wielkanoc. To samo jest w Szkocji - raz minął mnie świetnie pachnący facet, jakbym była bardziej odważna i solo, a on by się nie spieszył na przystanek tobym go zaprosiła na randkę zastrzegając, że ma pachnieć tak samo.

Smugglers Soul to (wg mnie) perfumy skomponowane dla mężczyzn, które mogą spodobać się kobietom. Są wegańskie. 
Zawierają olejek z drzewa sandałowego, wetiwer, trawę cytrynową i jakiś kwiatek ponoć w tle pobrzmiewa. Wersja jaką posiadam to chyba nawet woda toaletowa nie jest. Zapach nie jest trwały, żałuję, że nie kupiłam czegoś bardziej skumulowanego w oleje, ale były to moje pierwsze perfumy od Lush i nie chciałam wydawać majątku (dziwne, bo dla kasy na zapachy zdolna byłabym sprzedać rodzeństwo na eksperymenty).




Bardzo lubię ten zapach, jest dziwaczny, piwniczny lub strychowy i to w nim lubię. Pasuje mi do czarnego stroju, który ubrałabym na koncert - oczami wyobraźni widzę zespół Tool grający Stinkfist albo XIII Stoleti i ich Elizabeth. Tego typu klimaty. Taki zapach przyjemnie byłoby poczuć u golibrody, gdzie strzygą się lumber Jacki brodate. Albo w warsztacie samochodowym, gdzie przystojne chłopaki pompują dentki swoim Davidsonom. Naprawde S.Soul może się nie spodobać, więc nie kupujcie ich w ciemno! Chyba, że lubicie totalnie odjechane zapachy rodzaju stare kościoły, czy zapach przeterminowanych lekarstw. Jest w nich coś sztucznego niczym zardzewiała karoseria. 

Ma niesamowitą buteleczkę z atomizerem - jak płyn do szyb dla gotów. Ma ona pojemność 200 ml, nie jest zbyt elegancka i nie wydaje mi się, iż jest solidna, ale nie  miałam okazji ani chęci przetestowania upadku z wysokości. I przyznam, że perfumuję nimi również pościel lub pokój gdy spodziewam się gości - takie kadzidełko, tylko zdrowe dla nosa. 

Więcej o perfumach tej marki w tym filmiku, który bardzo lubię, wolę patrzeć na flakoniki niż na twarz autora. Zazdroszczę mu kolekcji :)
----------------------------------------------------
EDYTA BARTOSIEWICZ KOZIOROŻEC

niedziela, 7 maja 2017

BOOM! LUSH

Z firmą Lush mam taki problem, że albo trafię w dziesiątkę albo w totalny kwas. Kilka produktów kupiłabym na kilkuletni zapas (Ro's Argan <3), gdyby nie to, że trzeba je szybko zużyć, a kilka spuściła w toalecie, bo za nic nie mogę się do nich przekonać. 

Co jest nie tak z wegańskimi, czarnymi pastylkami do mycia zębów Boom!?


Ano nie lubię smaku i koloru :) Dla mnie to ważne podczas mycia zębów. Skusiłam się na nie, ponieważ jako dziecko lubiłam cola-colowe lizaki i miałam cichą nadzieję, że to coś podobnego. Białe pastylki lubię, miałam Atomic i były ok. A czarne to ... pfff, jakbym prochem strzelnicznym szorowała. Mają w sobie coś co mnie odpycha przed lustrem w łazience. 

Przegryzam je na pół i taką ilością myję, ponieważ pieni się mocno. Myją dobrze, zadowolona z nich jestem jeśli chodzi o usuwanie całodniowego syfu jaki osiada przy dziąsłach, ale to jeden z dwóch plusów. Drugi to wydajność - w tej plastokowej buteleczce jest sporo pastylek i muszę nimi umyć zęby do lipca, bo taki mają termin ważności, a używam od roku. Z tym, że nie codziennie. Bo nie!

----------------------------------

piątek, 28 kwietnia 2017

ASIAN VEGAN FOOD

Nie wiem co z tej mojej tokijskiej wycieczki będzie, bo sama nie chcę, a nikogo na siłę nie zabiorę. Trudno też z wózkiem jechać przez pół świata. No cóż. Pozostaje mi azjatycka kuchnia :)

Azjatyckie jedzenie ubóstwiam i nie jest to ciążowa zachcianka - bardzo mi podchodzą przyprawy, smaki, wszelkiej maści inność w potrawach, słodycze. Ku mojej niebywałej uciesze mieszkam o kilka kroków od supermarketu chińskiego, gdzie wszystko kosztuje grosze. 

Lubię sobie szybko coś podjeść, więc kupiłam wegetariański makaron instant, który w domu zalałam wrzątkiem (nie dodawałam proszku, który miał wodę zamienić w rosół), odcedziłam i zamieszałam z rozgniecionym wcześniej awokado, solą i pieprzem - pycha!

Moim ulubieńcem zaraz po superszybkim do zrobienia sushi z warzywami (kocham różowy imbir oraz wasabi) jest fasolka EDAMAME, którą wystarczy wrzucić na 4 minuty do wrzącej wody, odcedzić i posolić. Świetna zakąska albo przystawka. 


Poluję właśnie na paprykę GOCHUGARU, która jest jednym z głównych składników sfermentowanej kapusty kimchi. Jadłonomia już zrobiła wegańską wersję. 

A może wegańskie TOFU? Do jego zrobienia wystarczy mleko sojowe domowego przepisu, cytryna oraz woda. Przepis znajdziecie na fajnym kanale MARY'S TEST KITCHEN - znajdziecie u niej szybki przepis na zupe MISO (pierwszy w filmiku nie licząc wrzątku na dzień dobry). Lubię jej podejście do gotowania, czasem nie chce się jej zajrzeć do notatek i robi jak popadnie, albo pomija jakieś składniki. Bardzo w moim stylu :) 

Wszelkiej maści inspiracji kuchennych szukajcie również u FRIENDSHEEP. Joanna kocha Japonię i gotuje wspaniałe rzeczy. Postanowiła razem z mężem odżywiać się nieco zdrowiej i zmniejszyć ilość spożywanego mięsa, dlatego coraz więcej u niej zdrowych dań. Na zdrowie! 

Jeśli o mnie chodzi to mam nadzieję, że za kilka miesięcy dalej będzie mi się chciało tu pisać i córka nie będzie zajmować 1000% mojego czasu i czasem do Was naskrobię, pójdę pobiegać lub chociażby zafarbuję włosy henną. Zauważyłam, że kilka blogerek po urodzeniu przestało istnieć w sieci. Gdzie jest Matka weganka i jej dziecko? Albo CurlyGal? Pięknowłosa EwaLucja od paznokci? Uwielbiałam te laski, a jakoś cisza zaległa, usunęły wpisy albo nie piszą wcale i tyle ich było. Szkoda :(

-------------------------

piątek, 7 kwietnia 2017

QUOTES

Muszę zrobić wiosenne porządki na pintereście, więc pogrupuję tu kilka zdjęć z owego portalu, żebym miała wszystko w jednym miejscu. Myślę, że kilka z poniższych osób kojarzycie. Miłego czytania! 











----------------------------------------------
THE CREST FIRE WALK WITH ME

sobota, 1 kwietnia 2017

TAG METAFIZYCZNY NA 20 TYDZIEŃ CIĄŻY

Połowa stanu błogosławionego za mną, wiosna wlazła do Szkocji chyba na dobre, od wczoraj wiem, że urodzę dziewczynkę. Z tej okazji TAG nie z tego świata, który podpatrzyłam u weganek Maya the bee oraz Plantbasedmartyna ;) 


1. Ile miałabyś lat, gdybyś nie wiedziała ile naprawdę masz lat?
Fizycznie 25. Gdybym natomiast weszła do swojej głowy to 52 :p

2. Co jest gorsze - porażka, czy nie podjęcie próby? 
Chyba porażka - czegoś nas nauczy. Wiele razy nie podjęłam próby i jakoś mi to snu z powiek nie spędza, nawet nie pamiętam jakie to próby miały mieć miejsce ...

3. Co jest najważniejszą rzeczą, którą chciałabyś zmienić na świecie? 
Zmniejszyć ilość amerykańskich filmów puszczanych w polskich kinach. Ponieważ to, że chciałabym, aby ludzie przestali znęcac się nad zwierzętami jest aż nazbyt oczywiste!

4. Jeśli szczęście byłoby walutą w Twoim kraju to jaka praca uczyniłaby Cię szczęśliwą? 
Praca ze zwierzakami; podejrzewam, że jak wrócę do Polski to zorganizuję sobie wolny czas na pomaganie w schronisku, wyprowadzanie psów na spacer. 

5. Czy jeśli średnia życia człowieka wynosiłaby 40 lat to żyłabyś inaczej? 
Oczywiście, że tak. Nie traciłabym czasu na kilkuletnie zastanawianie się nad sprawami typu: jakie studia wybrać, nie randkowałabym też przez pierwsze 32 lata życia i szukała rycerza na karym koniu. 

6. Do jakiego stopnia kontrolowałaś wszystko, co doprowadziło Cię do momentu życia, w którym teraz jesteś? 
Nie kontrolowałam prawie niczego. Często się nad tym zastanawiam i czuję się wtedy jak bohaterki filmu Leaving Normal z 1992, gdy pod koniec wymieniają wszystko co doprowadziło ich do momentu w którym są:
- Gdybym wtedy nie łapała stopa to nie spotkałybyśmy się. 
- Gdyby mój mąż mnie nie zdradzał nie wyjechałabym z miasta. 
- Gdyby ...

7. Czy bardziej martwisz się o robienie rzeczy właściwie, czy o robienie właściwych rzeczy? 
Właściwie coś robię. Jeśli za coś się biorę to nie odwalam fuszerki. Często nie wiem co będzie dla mnie właściwie, kieruję się sercem. 

8. Jesz lunch z 3 osobami, które podziwiasz i szanujesz. Te osoby zaczynają krytykować Twojego najlepszego przyjaciela, nie wiedząc, że to Twój najlepszy przyjaciel. Krytyka jest nieuzasadniona. Jak reagujesz? 
To nie musi być najlepszy przyjaciel, koleżankę też obronię, kilka razy byłam w takich sytuacjach. Jestem beznadziejna jeśli chodzi o obgadywanie za plecami. Wychodzę  założenia, że jeśli ktoś kogoś obsmarowuje to samo robi ze mną, gdy mnie nie ma w okolicy, więc nie mam problemu z reakcją na krytykę. 

9. Jeśli mogłabyś dać 1 radę nowo narodzonemu dziecku, jaka byłaby to rada? 
Miej serce i patrzaj w serce. 

10. Czy złamałabyś prawo by uratować osoby, które kochasz? 
Nie, prawo jest po to, aby je przestrzegać, a nie łamać. Jeśli miałabym komuś obcemu ukraść nerkę, żeby ocalić kogoś z rodziny tobym tego nie zrobiła. Nie okradłabym też banku na leczenie matki chorej na raka, bo w banku leżą pieniądze, które komuś starczają do pierwszego. Są inne sposoby, a łamiąc prawo skrzywdziłabym kogoś innego. 

11. Jeśli musiałabyś opuścić kraj, w którym obecnie mieszkasz gdzie byś się przeniosła i dlaczego? 
Szkocja, w której obecnie zamieszkuję. To przepiękny, surowy kraj, zamieszkały przez sympatycznych ludźmi + dobre zarobki. Szkockie jedzenie jest do luftu, na szczęście jest tu mieszanka kuchni z całego świata. Bardzo lubię meksykańską, że o polskiej nie wspomnę :)

12. Czy naciskasz guzik w windzie więcej niż 1 raz? Czy naprawdę wierzysz, że winda dzięki temu przyjedzie szybciej? 
Nie robię tego, wręcz mnie denerwują ludzie, którzy to robią. To tak jak walenie w klawiaturę, gdy komputer się zawiesi - nie pomoże, a wręcz wytwarza stresującą atmosferę. 

13. Za co jesteś najbardziej wdzięczna? 
Za super rodziców, którzy dawali mi wolną rękę, nie krytykowali za słuchanie death metalu, wspierali, gdy planowałam sobie życie po 18stce. No może mama czasem psioczyła, ale tata był nieprawdopodobnie tolerancyjny. Wiedzieli, że wyrośnie ze mnie człowiek i dali mi wszystko czego dziecko potrzebowało. 

14. Czy wolałabyś stracić swoje wszystkie wspomnienia, czy nie być w stanie nigdy zapamiętać nowych? 
Wolałabym stracić wspomnienia. Nic nie wnoszą do mojego życia, a wolałabym być w stanie zapamiętywać nowe związane z córką. 

15. Czy pamiętasz czas, kiedy 5 lat temu byłaś bardzo zdenerwowana? Czy ma to dzisiaj znaczenie? 
Pamiętam niestety dobrze złe wspomnienia, mają na mnie dziś jakiś tam wpływ, ale nie śmieję się z nich dzisiaj.

16. Jakie jest Twoje najwspanialsze wspomnienie z dzieciństwa? Co czyni je wyjątkowym? 
Wakacje u babci na wsi - biegałam za kurami, brodziłam w rzece, głaskałam krowy, jadłam lody na patyku. Zapamiętałam te kilka wakacji jako jeden, długi, słoneczny dzień. Jeśli macie możliwość wysłać dziecko na wieś na wakacje to zróbcie to!

17. W którym momencie w ciągu ostatniego czasu czułaś się pełna pasji i emocji? 
Czarny protest przeciwko całkowitemu zakazowi aborcji - żałowałam, że nie ma mnie w kraju. Czuję się pełna pasji, gdy trzeba coś zmienić. Dostaję wtedy niezłego kopa. 

18. Jeśli nie teraz, to kiedy? 
Wtedy, gdy poczujesz, że to właściwy moment, ale nie odwlekaj na jutro coś co mogłeś zrobić wczoraj. 

19. Czy kiedykolwiek przebywałaś z kimś, z kim nie zamieniłaś słowa, a czułaś się jakbyś odbyła najciekawszą konwersację w swoim życiu? 
Nie rozumiem pytania. Konwersacja to z definicji wymiana słów. Jak milczymy to  milczymy. 

20. Jeśli wygrałabyś milion złotych, czy rzuciłabyś swoją pracę? 
Nie i już piszę dlaczego: pod koniec ubiegłego roku czytałam artykuł o hydrauliku w Szkocji, który wygrał milion na loterii i nie rzucił pracy, ponieważ lubił to co robił i nie chciał zostawić na lodzie swoich stałych klientów - ludzi, którzy pomagali mu, gdy w jego małej firmie nie wiodło się najlepiej. Zainspirował mnie ten człowiek. Zresztą też lubię swoją pracę :)

21. Czy jest możliwe żeby z całą pewnością wiedzieć co jest dobre, a co złe? 
Coś co dla mnie jest dobre dla innego jest złe. Dla mnie złe jest jedzenie mięsa, dla innego dobre bo proteinki oraz smaczny obiad. Punkt widzenia to punkt siedzenia. 

22. Kiedy był ostatni raz, gdy podjęłaś jakieś działania mając niewielkie pojęcie o tym co robisz, ale będąc mocno przekonana, że to dobry pomysł?
To był wyjazd za granicę, konkretnie do Holandii

23. Jeśli uczymy się na błędach, dlaczego wciąż boimy się je popełnić?
Ponieważ dobrze nam w ciepełku pewności, że to w czym aktualnie siedzimy zapewni nam bezpieczeństwo. Lepiej złapać się czegoś i popełnić błąd niż żałować, że się nie spróbowało - mam bardzo dużo takich żałości z okresu nastoletniego, niestety. Oby nigdy więcej. 

24. Co zrobiłaś inaczej, jeśli wiedziałabyś, że nikt nie będzie Cię oceniał?
A jaką mam pewność, że mnie nie bądą oceniać? Zastanawiałam się nam tym i nie ma takiej rzeczy, któą zrobiłabym inaczej. 

25. Kiedy był ostatni raz, gdy usłyszałaś swój własny oddech? 
Każdego dnia zwracam uwagę na to jak oddycham, na pewno wtedy gdy zasypiam, nabieram powietrza dołem brzucha, a potem w płuca, trzymam przez 2 sekundy i wypuszczam też od dołu czyli najpierw wypuszczam powietrze z dolnej partki brzucha, a potem z płuc, wszystko łynnie i bez pauzowania. To oddychanie przeponą, nauczyłam się tego z książki o jodze jak byłam nastolatką. 

26. Czy za 5 lat będziesz pamiętała co robiłaś wczoraj? A przedwczoraj, a jeszcze dzień wcześniej?
Nie ma takiej opcji. Mam bardzo słabą pamięć, wręcz zaczynają mi to wytykać. Ponoć w ciąży sięto jeszcze nasila, mam problemy z pamięcią i wręcz zaczyna mnie to martwić. Chciałabym mieć lepszą pamięć. Ponoć uczenie się wierszy na pamięć pomaga. 

27. Jaka jest różnica między życiem, a prawdziwym przeżywaniem życia?
Można biadolić jak to nam codziennie źle i niedobrze, a możemy zakasać rękawy i robić po naszemu. Zmiany zmiany zmiany. Nie ma tak, że nie ma wyjścia z jakiegoś szamba. Nie dajmy sobą pomiatać i przeżyjmy to jedno życie tak jak nam pasuje, a nie innym. Dosyć z bylejakością!

28. Czy zdecydowałabyś się na skrócenie swojego życia o 10 lat na koszt bycia niezwykle atrakcyjną bądź popularną?
Nope. Nigdy nie miałam parcia na popularność i wiem, że nie będę mieć. Nie chciałam być sportsmenką, być na okładce magazynu czy gwiazdą filmową. Ani w dzieciństwie ani później. Szkoda byłoby mi tych 10 lat.

29. Czy czujesz jakbyś przeżyła dzisiejszy dzień już ze 100 razy?
Tak, jest sobota, poćwiczyłam rano, poszłam do sklepu, siedzę na kompie - takich sobót przeżyłam już setki razy. 

30. Czy jest coś, o czym wiesz, że robisz inaczej, niż większość ludzi? 
Inaczej się odżywiam. Nie wiem czy dużo ludzi tak robi, ale zaczynając książkę często zerkam na ostatnią stronę, aby wiedzieć jakie są ostatnie zdania i kto je wypowiada. Robiąc makijaż najpierw maluję oczy, a potem nakładam podkład. Nie zakładam nogi na nogę - jest to dla mnie niewygodne. 

----------------------------------------------------------

piątek, 24 marca 2017

VEGETARIAN SHOES DWA LATA PÓŹNIEJ

Dwa lata temu kupiłam TE BUTY i czas na ich podsumowanie. Czy się rozklekotały? Podeszwa się odpruła? Czy stopy w nich sie poco? Nie!



Uwielbiam te buty! To moja ulubiona zimowa parka. A nawet letnia, bo metalowa dziewczyna ubrać trepów w lecie się nie boi. To takie mini glany - lżejsze, cieńsze. Chodziły ze mną na koncerty i po pagórkach, ubierałam je na wycieczki wielokilometrowe i nad morze. Są bardzo, bardzo wygodne. Na początku obcierał mnie jedynie mały palec u lewej nogi, ale to już historia. Obecnie jedynym mankamentem jest to, że brzuch ciążowy mi rośnie i zawiązanie ich sprawia mi problemy ;P

Podeszwa nieco się starła z przodu oraz z tyłu, ale zanim całkiem zlezie minie jeszcze ze 30 lat, skóra ma zmarszczki w miejscu gdzie stopa się zgina, ale nie ma pęknięć, ani nie odchodzi jakaś wierzchnia warsteka typu ,cerata'.

Nie podobały mi się sznurówki - zawsze mi się rozwiązywały, poza tym jednej rozstrzępiły się końcówki, ponieważ puścił materiał który je spajał w ostry dzióbek. Te na zdjęciu to już nowe - zdarte z jakiś starych adidasów czy trepów, które poszły do kosza.

------------------------------
OM ADVAITIC SONGS

niedziela, 26 lutego 2017

JAK WYGLĄDA PIERWSZA WIZYTA U MIDWIFE

Pierwsza wizyta u położnej powinna mieć miejsce około 10 tygodnia ciąży. U mnie była to wizyta u ginekologa w Polsce, który potwierdził ciążę, zrobił zdjęcie płodu i poinformował mnie o konieczności skanu w szpitalu. Jeśli jesteście na Wyspach to musicie być zarejestrowani w najbliżeszj przychodni i to ona przydziela Wam położną, nie musicie jej szukać w internecie lub na forum typu Polak w Szkocji.



Tak więc moja pierwsza wizyta u położnej nastąpiła w 14 tygodniu, ale normalnie to już powinno być drugie spotkanie. Jest to wizyta na której położna zadaje milion pytań odnośnie stylu życia, przebytych chorób, chorób w najbliższej rodzinie (rodzice, rodzeństwo), używkach jakie w życiu się pobierało, ilości alkoholu jakie partner wypija, zawodu jaki wykonujemy (chcą wiedzieć w jakich warunkach dziecko będzie wychowywane), religii (zgoda na transfuzję jak podejrzewam), kraju pochodzenia (grupa krwi, pewnie też prowadzą statystyki), diecie, dolegliwościach. Wszystko, wszystko łącznie z numerem telefonu.

Żałowałam, że nie przyszłam na czczo to od razu pobrałaby mi krew, zostawiłam też próbkę moczu, zmierzyła mi ciśnienie (w normie 104/60). Ważę 67,2 kg przy wzroście 161 cm. Wszystko cacy :) Dostałam kilka ulotek, jakąś książkę o karmieniu piersią i teczkę z papierami, które muszę zabrać do szpitala na skan płodu. Poinformowała mnie o szkole rodzenia (4 spotkania po 28 tygodniu). Ja ją z kolei poinformowałam, że jestem na diecie wegetariańskiej i przyjmuję kwas foliowy, witaminę D oraz B12.

Ojciec dziecka nie jest potrzebny podczas tej wizyty, nie musi nic podpisywać, ani wyrażać zgody. O wszystkim decyduje matka - gdzie chce rodzić, do kogo dzwonić w nocy o północy podczas rozwiązania.

Bałam się, że nie będę rozumiała słów oznaczających przewlekłe choroby, szczepienia lub po prostu partie ciała dot. płodu, ale nie miałam z tym problemu, ponieważ w stomatologii mam kontakt z krwią i musiałam zaliczyć szkołę, gdzie spotkałam się z odpowiednim nazewnictwem + nigdy na nic nie chorowałam, więc wszystkie okienka odfajkowano NIE. Pytania mogą dotyczyć szczepień na grypę, krztusiec, różyczkę, ospę wietrzną, cukrzycy, cesarskiego cięcia, napadu padaczkowego, kolczyków poniżej pępka etc więc warto się z takimi słówkami zaznajomić. Jeśli przebyłyście jakąś operację i byłyście pod narkozą to też musicie umieć wytłumaczyć co to było, podobnie w przypadku leków - na co to i po co?

Do wyboru, jeśli o rozwiązanie chodzi, mam kilka opcji: mogę rodzić w jednym z dwóch bodajże szpitali w Edynburgu, które są przygotowane do przyjęcia noworodków lub w domu. Jeszcze się zastanawiam, ale Magda Pagowska przekonująco mówi o rodzeniu w swoim łóżku. Nie musiałam decydować od razu.

Tak wyglądała wizyta u położnej w Szkocji. Trwała dokładnie godzinę, wszystko zostało odfajkowane w komputerze. Jeśli o ginekologa chodzi to nie zobaczę go (jej) chyba, że wystąpią jakieś problemy lub komplikacje w czasie ciąży lub porodu. Z moją położną będę się widywać często, następna wizyta za tydzień :)

---------------
pearl jam go

sobota, 4 lutego 2017

ZMIANY ZMIANY

Przygotowywałam się do opuszczenia Szkocji na dobre, nawet stosowny post się krystalizował, ale pewna miła niespodzinka zatrzyma mnie tu na jeszcze kilkanaście miesięcy - jestem w 11 tygodniu ciąży!



Nigdy nie widziałam się w roli mamy, a takie moje myślenie było spowodowane brakiem stałego związku i niepoważnym podejściem do życia. Zawsze też uważałam, że jeszcze mam czas, a odpowiedni facet kiedyśtam się sam znajdzie.

Związek się utworzył, mieszkanie zostało wynajęte no i będę mamą w sierpniu :) Oczywiście teraz blog będzie często podchodził pod katalog ,mamusiowy', ale nie będę Was zamęczać codziennymi vlogami z wizyt u ginekologa (a raczej położnej, ponieważ to ona monitoruje przebieg wydarzeń).

Ciążę przejdę na wegetarianiźmie, powód jest prozaiczny: ciągnie mnie do jajek. O dziwo nie mam ochoty na ser. Mleka krowiego/koziego nie pijam od dawna, ale jak patrzę na jogurt Jogobella jabłko z cynamonem to mi ślinka cieknie... Jestem prawie cały czas głodna, a jeśli dopadnę sok pomarańczowy to mam ochotę cały karton na raz wypić.

Czuję się świetnie! Grudzień był dziwny, miałam trudności z przełknięciem śniadania i potem był problem z umyciem zębów (robiłam to później w pracy, bo w domu naprawdę było ciężko), ale to już minęło. Niedługo muszę zrobić skan płodu i badanie krwi. W sumie to opiszę Wam jak macierzyństwo przebiega w Szkocji, bo może kogoś to zaciekawi?

Do rychłego zaczytania i życzcie nam powodzenia! <3

--------------------------
monster ending theme

poniedziałek, 2 stycznia 2017

CO ROBIĘ GDY NIE MOGĘ ZASNĄĆ + WIECZORNE RYTUAŁY

Znowu to robię: zapożyczam tytuł i pomysł na posta. Tym razem BLIMSIEN <3

Każda metoda jest dobra, aby ją wypróbować, gdy mamy problemy ze snem. Raz się popłakałam jak o 2 w nocy dalej nie zmrużyłam oka. Ponadto na social mediach jestem członkinią grupy, w której ludzie szukają naturalnych metod na różnej maści dolegliwości i ostatnio wiele osób błagało o kilka wskazówek dot. zasypiania. Oto mój zestaw trików.

ZASYPIANIE

Przede wszystkim zasypiam i budzę się o konkretnych godzinach. Od wielu lat jest to 22-7. Przyzwyczaiłam organizm do takiego trybu i jest mi z tym dobrze. O 7 budzę się nawet w weekend lub gdy nie muszę. Szkoda mi dnia. O 22 jestem już do niczego i kilka nocy temu nie dotrwałam do sylwestrowej północy, nawet fajerwerki mnie nie obudziły, a to już coś!

PIELĘGNOWANIE

Zgodzę się tutaj z Blimsien, iż po prysznicu nie powinno się używać kremów lub balsamów. Wszystko się wchłonie w piżamę albo poduszkę. skóra w nocy powinna oddychać własnym życiem. Zauważyłam kiedyś, że im więcej balsamów w siebie wcieram tym więcej muszę ich kupować. Teraz nie mam ich wcale. Ale na noc lubię sobie zrobić masaż cery, więc wklepuję czasem krem pod oczy. Przez większość dnia nagrzewam pokój (w Edynburgu mieszkania pleśnieją jeśli się oszczędza na grzaniu), więc muszę kremować stopy oraz usta z większą intensywnością.

KĄPIEL

Gdy jeszcze mieszkałam w domu z wanną bardzo pomagała mi w walce z bezsennością krótka kąpiel. Bezsenność przychodzi u mnie falami - kilka tygodni śpię względnie normalnie, aby potem przez tydzień się męczyć. W taki czas brałam prysznic, zmywałam z siebie brud całego dnia i w nagrzanej już łazience robiłam sobie małe leżakowanie w wannie - myślałam o miłych rzeczach, robiłam masaż twarzy, zanurzałam włosy w wodzie, często brałam kubek i lałam wodę na czubek głowy. Bardzo mnie takie wodne drobiazgi relaksują. Nie używałam olejków czy soli, kąpiel była krótka więc nie zapalałam świec. Tylko czysta, gorąca woda.

ALKOHOL

Zdaję sobie sprawę, że takie promowanie piwa nie jest najlepsze, ale od jakiejkolwiek tabletki wolę szklankę złotego napoju przed snem. Ostatnio jest to szkocka whisky. Sączę sobie oglądając kolejne hity. Już nie nadążam... Jeśli alkohol u Was odpada to może drink z szyszek chmielowych?

UMILANIE

Bardzo marzną mi stopeczki, więc zakupiłam sobie termofor w sympatycznym pokrowcu futerkowym, który kładę w nogach łóżka. Cały pokój staram się mieć wywietrzony, a kaloryfer wyłączony. Lepiej jest nakryć się dwiema warstwami i koców i spać w ciepłych gaciach, niż być rozebranym do rosołu i mieć 30 stopni przez całą noc.

WDYCHANIE

Powiem szczerze, że boję się wdychać cokolwiek przed snem. Świece zapalam w okresie jesień/zima tylko dlatego, że jest depresyjnie cimno i zimno, a już na pewno gaszę je na jakieś 2h przed spaniem, żeby wszystko zdołało wyparować. Na wszelki wypadek kupuję świece sojowe, żeby jak najmniej toksyn wciągać. Nie zdmuchuję ich lecz nakrywam wieczkiem - dzięki temu dym się nie roznosi po mieszkaniu.
Przeczytałam, że dobrą metodą jest wdychanie dymu z palonego liścia laurowego - zapal liść nad metalowym naczyniem i usiądź niedaleko wdychając opary. Jeśli wolisz nie ryzykować z ogniem to zaparz kilka liści i wdychaj parę. Zapach liści udrożnia drogi oddechowe.

Osobiście noc w noc spryskuję łóżko i włosy mgiełką lawendową, którą zakupiłam w tk maxx. Gdy ją wykończę zaopatrzę się w olejek lawendowy i zrobię własną mgłę. Ten olejek działa u mnie cuda.

SŁUCHANIE

Na koniec muzyczny rarytas: macaroni union weightless. Udowodniono naukowo iż ten właśnie utwór redukuje niepokój o 65%, obniża ciśnienie krwi oraz poziom kortyzolu (hormon stresu), spowalnia pracę serca. Utwór jest tak skuteczny, że nie poleca się go podczas prowadzenia auta :) Tak więc zapuścicie go sobie wieczorem podczas jogi lub kąpieli.


PRZYTULANIE

Bardzo ważna rzecz podczas zasypiania! 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...