sobota, 24 września 2016

O CO WALCZYCIE?

Tytuł posta oraz temat zaiwaniłam od STYLE DIGGER, która zaciekawiła mnie tym, że walczy o to, aby ludzie nie zostawiali psów pod sklepami. Pod tekstem jest ponad 400 komentarzy, wiele z nich to odpowiedź na to co nas wkurza, ale i tak czytam od tygodnia po trochu z wielkim zainteresowaniem. Kilka nieciekawych rzeczy do zmiany zauważam u siebie już od dawna np ocenianie ludzi po wyglądzie, większość jednak wprowadziłam w życie już dawno np weganizm w diecie, edukowanie ludzi po co to robię.

Co robicie, aby zmienić Wasz mały światek? Moje 3 grosze do posta Joanny:

- Uwielbiam komunikację miejską w Szkocji - ludzie ustawiają się w kolejce na przystanku i żeby autobus się zatrzymał pierwsza osoba macha ręką jakby okazję łapała. Jeśli kierowca nie widzi ludzi na przystanku lub osoba nie wyciąga ręki - nie zatrzymuje się. Bilety kupuje się u kierowcy (to on nas ,kasuje') i jest tylko jedno wejście do autobusu - nie da się jechać na gapę. Ludzie z kolejki najpierw czekają, aż z autobusu ktoś wyjdzie i wchodzą. Autobusy są piętrowe i kursują często.
Kierowcy również czekają aż starsze osoby oraz matki z wózkami zajmą miejsce - jeśli ktoś nie ustąpi miejsca ciężarnej kobiecie to kierowca zwróci uwagę leniowi.
Chciałabym, żeby w Polsce było podobnie jeśli chodzi o kulturę autobusową :)

- Zakopywanie organicznych śmieci w ziemi. Nie ma tego wiele - na skórki, obierki i ogryzki mam malutki koszyk, podczas gdy na foliowe opakowania i plastikowe butelki jest gigantyczny koszuch. Ten mały zapełnia się w tydzień, duży trzeba co 4 dni wyrzucić. Inna sprawa, że ziemia w ogrodzie jest bardzo zanieczyszczona - gdy wykopuję dołek wyciągam z ziemi szkło, pety, gliniane odłamki etc. Ale co zostanie zakopane zaprocentuje na przyszłość.

- Zauważam w pracy, że jak ktoś nie ma ochoty na zjedzenie obiadu (lanczu) to wyrzuca.... Boli mnie to i rozumiem, że to z domu się wyniosło. Czemu nie można tego schować do lodówki i zjeść potem lub następnego dnia? Zacznę zwracać uwagę. Albo żebrać o te resztki i zakopywać je w ogródku ;)

- Dobre imię Polski za granicą. Pracowałam w kilku państwach i wszędzie jest to samo podczas rozmowy - Polska ssie i nie wracam do tej dziury, gdzie zarobki takie i owakie i pani za ladą się nie uśmiecha do mnie.
Mam dość gnojenia mojego kraju za granicą przez moich rodaków i traktowania jej jako najgorszego miejsca na ziemi od którego trzeba uciec gdzie pieprz rośnie. Przecież ojczyzna to nie kredyt bankowy i stanie w kolejce do lekarza! Zapytania ,po co tam masz wracać?' spowodowały, że wrócę i tyle w temacie. A dopóki jestem za granicą to postaram się nieco powiercić rodakom dziurę w brzuszkach.



cześć kociary :)

-------------------------
forndom dauðra dura

niedziela, 18 września 2016

PENHALIGONS

Dla jednych kupowanie i noszenie drogich perfum jest potrzebne jak czerwona szminka na ustach przed wizytą u dentysty lub weganin w makdonaldzie. Dla innych to pasja, granicząca z lekkim obłędem. Powiadam Wam - nie ma nic lepszego nad przytulenie mruczącego kota lub do ładnie pachnącej osoby :)



Uwielbiam pachnące flakoniki. Swój pierwszy dostałam w wieku bodajże 13 lat pod choinkę. To był jakiś tani zestaw zapachowy żel+balsam+małe perfumki, podejrzewam, że z kiosku (na początku lat 90-tych rodzina z 5 dzieci nie pozwoliłaby sobie na zakup Shalimara), ale ucieszyłam się bardzo, był to dla mnie cenny prezent, pierwszy jaki zapamiętałam. Buteleczkę trzymałam przez wiele lat i gdybym dziś powąchała coś podobnego od razu bym poznała tamten tani zestaw. Może dlatego tak lubię perfumy, ponieważ usilnie szukam wśród nich owego zapachu z dzieciństwa?

Brytyjska marka PENHALIGON'S jest czysta. Wg ich oficjalnej strony zaprzestali używania odzwierzęcych składników oraz nie zlecają innym firmom testowania. Zaznaczają, że włosie w szczoteczkach do golenia jest pochodzenia zwierzęcego plus ich nowy deo Bayolea zawiera aluminium. Świece robione są z wosku sojowego.

Perfumy tego kalibru kupujcie w prezencie przyjaciołom, którzy fascynują się zapachami niszowymi, mało znanymi i macie pewność, że docenią gest. Buteleczki są obłędne - każdy flakon okręcony jest kokardką, Vaara ma ją z plastiku i wygląda to wg mnie tandetnie, ale chyba to przeżyję. Więcej cruelty-free marek znajdziecie TUTAJ  Na prostezakupy.pl jest kilka perełek w rozsądnych cenach.

Dla kobiety (nie dziewczyny) polecam hity tego domu:

VAARA
PEONEVE
BLUEBELL

Dla mężczyzny natomiast:

IRIS PRIMA 
ENDYMION
BAYOLEA



Ciekawostka: osoby nie używające i nie lubiące perfum są nieciekawe według Ogrodu Perfum Agaty. Na mojej drodze stanęło kilka sfrustrowanych i okropnych osób, ale nie jestem w stanie powiedzieć jaki był ich stosunek do zapachów. Sprawdzić ;)

Edycja 19 maja 2017 - Penhaligon's jest cf, ale należy do PUIG. Marka nie sprzedaje w Chinach.

-------------------------------
heathen harnow skogsraet

sobota, 10 września 2016

ŚWIECZKI DIPTYQUE HIT CZY KIT?

Finansowa refleksja: siedzę w pracy i rozmawiam z szefową o butach sportowych, bo akurat chciała coś kupić i przeglądała sklepy internetowe. Znalazła takie za 350 funtów, czyli przy obecnym kursie to 1750 złote.
I teraz refleksja: dentystka z UK, która razem z mężem zatrudnia 20 osób i raz do roku biega w maratonie mówi mi, że nigdy nie dałaby tyle kasy na buty :)

Ja za to lubię jak mi coś ładnie pachnie, więc często kupuję świece zapachowe. Yankee wydawało mi się drogie. Ale jak widzę ceny wosków do palenia Diptyque to mnie krew zalewa. Obecnie nie posiadam dzieci, nie spłacam kredytu, pozbyłam się auta (którym i tak nie jeździłam), dostałam podwyżkę więc kasę mam i nic tylko wydawać. Co w tych świeczkach jest takiego, że kosztują w Polsce prawie 200 zł? Gwiezdny pył? Elfy je namaszczają w czasie przesilenia letniego?

Kupiłam dwie o pojemności 190g i ... szału nie ma! Tubereuse dałam siostrze, Mimosa właśnie dopalam. W sklepie te dwa zapachy (a wybór był dosyć słaby) podobały mi się najbardziej i byłam po wypłacie i pomyślałam, że jak nie teraz to nigdy + urodziny młodszej = 80 funtów w plecy. Świeczki są spoko, palą się ładnie, ale dałabym za nie góra 15 funtów.



Prezencję te świeczki mają dobrą i długo się paliły tylko dlatego, że wywaliłam 40 funty i uaktywniałyśmy je tylko z okazji wizyty gości. Siostra z prezentu oczywiście się ucieszyła, ale zdanie ma podobne: za takie pieniądze można mieć 3 inne świetne świece.

Jedyny plus - zostanie mi szklanka z której będę pić szkocką. Bez lodu.

----------
llorando

sobota, 3 września 2016

3 URODOWE ODKRYCIA

Oto kilka moich propozycji, które ułatwiły mi życie i trochę zaoszczędziły pieniądze. Niby nic, ale dopóki ktoś o tym nie wspomni to nie mamy pojęcia, że to istnieje (w myśl tej zasady Ameryka nie istniała dopóki Kolumb się nie rozbił na jej brzegach).



TOP COAT - kolorowy lakier szybko odpryskiwał mi na stopach podczas noszenia balerin. Wierzchnia warstwa bezbarwnego top coatu wzmocniła go i cudnie nabłyszczyła. Zawsze uważałam go za zbędny wydatek, ale podkradłam raz siostrze i teraz jestem uzależniona od jego używania. Można kupować byle jakie lakiery + jeden dobry top.
Firmy, które znajdziecie w polskich drogeriach i które powinny mieć w ofercie top coaty:


Catrice
Essence
Gosh


Vegowy jest Sache Vite i jest świetny! Małą buteleczkę (14ml) można uzupełniać zakupując ogromną flachę lakieru (refill bottle zawiera 118ml)
*

Szampony SUMA <kliking> którego nie widzę jeszcze w polskich sklepach, ale jeśli się zacznie o nich wspominać to niedługo będą. W Edynburgu kupiłam go za około 5£ i jest to mega inwestycja! Szampon ma pojemność 500ml, jest wodnisty, bardzo wydajny, pieni się wyjątkowo mocno i podczas jednego prysznica umyję nim włosy, pachy, okolice intymne plus ogolę nogi. Mam teraz grejpfrutowy, miałam różany, ale najbardziej lubię lawendowy - lekuteńki zapach zostaje na włosach i pomaga mi zasnąć wieczorem :) 
*

Mieszanie szminek na ustach - mała rzecz, a cieszy. Używam beżowej jako podkład, a potem nakładam pomarańczową pomadkę, która (używana bez tej bazy) jest transparentna i różowe usta prześwitują przez nią. Ślicznie wygląda beż z lawendą - jeden kolor nakładam na górną wargę, drugi na dolną, następnie zaciskam lekko wargi, żeby pomadki się troszkę zmieszały. Cieniutki i bidny jak barszcz tint natomiast dodaje ustom czerwieni i utrwala nałożone na niego szminki. Takie miksowanie powiększy też usta - ciemniejsza czerwień w kącikach ust, a coś jaśniejszego pośrodku warg. Metodę zapoczątkował makijażysta Miss M.Monroe, która na zdjęciach ma nałożone nawet 4 odcienie czerwieni.

--------------------------------------------
days of the new touch peel and stand
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...