sobota, 27 grudnia 2014

Vegetarian shoes

Co roku robię sobie sama prezent. W 2014 zostałam nimi obsypana, ale jak zwykle sama wiem najlepiej co mi potrzeba, więc oto je mam:


Vegetarian shoes!!!

Marzyły mi się chyba od 3 lat, odkąd po raz pierwszy o nich przeczytałam. Ale ponieważ moje zachciewajki są niestabilne umysłowo (kilka razy kupiłam pod wpływem impulsu, prawie zawsze były to inwestycje nietrafione) to postanowiłam poczekać. W międzyczasie rozglądałam się za butami typu combat. A ponieważ prawdziwa skóra mnie zniechęca do czegokolwiek to na przymierzaniu sklepowym się kończyło. Z kolei sklepy w rodzaju: wszystko u nas jest ceratą zaczęły mnie denerwować - trwałość jest jednak do luftu.

Kupowaniu internetowemu już się nie sprzeciwiam całkowicie. Jest jednak ogromne ALE - nie przymierzysz. Stopa mi już nie rośnie, od wielu lat w sklepach stacjonarnych wybieram rozmiar 38, więc do dzieła! Odpaliłam stronę Vegetarian shoes i szukam kombatów. Wyglądają jak małe glany - zgrabne i nie tak ciężkie. Za moje zapłaciłam (łącznie z przesyłką) jakieś 85 funtów, przyszły chyba po 3 dniach, dosłownie u progu świąt. Akurat lepiłam pierogi gdy kurier zapukał - buty zapakowane były w eko pudełko w kartonu z logiem sklepu. Logo jest również na jęzorach. Nie mają sztucznego futerka w środku. Założyłam je i lepiłam dalej. Wege laska w wege butach lepi wege żarcie ;)

Moje nowe bejbis przeszły się już ze mną po sklepach - są wygodne i nie obcierają. Stukają jak obcasy co mnie denerwuje. W Edynburgu pogoda teraz minusowa, więc od razu mogę powiedzieć, że buty nie są ciepłe. Ale też nie zmarzam w nich, bo mają konkretną podeszwę. Stopy mam zimne zawsze. Tak więc jeśli o mnie chodzi to zimą zawsze rajty, ciepłe skarpety i lepsze buty na grubym spodzie. Mam nadzieję, że nowy zakup będzie mi służył równie dobrze co glany z prawdziwej skóry, które mam już od ponad 10 lat i - sądząc po ich stanie - będą mi służyły jeszcze wiele dekad. Za kilka lat napiszę Wam jak wegetariańska skóra się rozłazi i czy warto inwestować :)

Nie wiem czy ta strona wysyła za granicę. Nawet jeśli nie to w Polsce znajdziecie na pewno nie jeden sklep z takimi butami.

Tristania - My lost Lenore

2 komentarze:

  1. Nawet pan kicuś, albo pani kicusiowa nie zainteresowana butami. Widziałam co koty robią z tymi skórzanymi hi hi, więc choćby to nawet jest miłe, że zwierzę nie czepnie.
    Myślałam, że po Melissie nic mnie w kwestii butów nie zaskoczy...ładnie no. Ja tam boso lubię, ale teraz już za zimno. Dzięki za uświadamianie, że wegańskie buty są i mieć je nalezy na oku.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...