środa, 10 grudnia 2014

Henna z piekła rodem


Było mi dobrze z Khadi. Ale zachciało mi się nowości jak zwykle.


Zachciało mi sie zmian to mam. A raczej nic nie mam. Nie mam na ten przykład 8 funtów, które wydałam w sklepie Real Foods na Henne Natur. Proszek rozwodniłam w sobotę, odstawiłam pod folią i w niedzielę farbowanko. Proste. Pasta przypomina fusy z kawy: grube i czarne, źle zmielone. W konsekwencji nakładanie było uciążliwe :( Syf taki niech go porwą sabaki. Włosy owinęłam w reklamówkę foliową. W mieszkaniu jest ciepło to darowałam sobie turban z ręcznika. Wytrzymałam około 3 godziny. Włosów nie myłam przez dwa dni, żeby zioła się uaktywniły, weszły we włosa i bo tak internety podpowiadają.

Rozczesanie moich piór zajęło mi chyba dobę... Miałam je poplątane jak po młynku na koncercie Behemotha. Istne piekło. Ta henna jest totalnie i absolutnie nie dla mnie. Osobiście zawsze zapominam o dodaniu odżywki do henny - jeśli kupicie Henne Natur to pomyślcie o takiej wariacji.


Legendarne bajorko brejowatości po farbowaniu henną. W tym przypadku było naprawdę masakrycznie. Maź kapła nawet na papier toaletowy, że o podłodze nie wspomnę.

Efekt natomiast jest nijaki - włosy są mysiowate u nasady, czerwone na końcach, nawet po trzech dniach po farbowaniu. No klęska. Zupełnie mnie ta henna rozwaliła. Nie kupować! Uciekać!

----

Vintersorg Svaltvinter

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...