środa, 19 listopada 2014

Wegańskiego ćwirka na temat zdrowia przemyśleń kilka

Pochorowałam się. Ogólnie jestem okazem zdrowia i urody niemal słowiańskiej, więc kiedy podupadłam w czwartek wieczorem na owym zdrowiu to się załamałam. Bo jako osoba nie cierpiąca nigdy na jakiekolwiek choroby nie wiem jak się trzeba z ciałem obchodzić, gdy odmawia posłuszeństwa. Ale od początku.

Jeśli akurat jesz kanapkę to nie polecam czytać dalej.

W czwartek wróciłam do domu i chciałam coś zjeść. Akurat Daniel przygotował był wcześniej wegetariańskie curry (czasem je robi w dużych ilościach, częstuję się wtedy bez pytania). I tu był bląd!! Zjadłam trochę ryżu z curry i co? Kurczak w nim był... Hmm. Na oko wyglądało, że tylko pieczarki w potrawie pływały. No ok, może nie padnę trupem?
Ale coś mi się zaczęło nie podobać, kurtka na wacie, organizm nie zachowywał się jak powinien. Miałam w nocy okropne wzdęcia, a z rana biegunkę. Myślałam, że to reakcja na mięso, wszak nie jem go od 3 lat. Trwało to parę godzin, pod wieczór tylko kiszki mnie bolały.

A sajgon zaczął się w nocy. I potem w sobotę. I niedzielę. I poniedziałek. Tego dnia zadzwoniłam do lekarza i po dwóch godzinach siedziałam na pryczy, bo 4-dniowa sraczka nie jest normalna, zwłaszcza jeśli już zaczyna być czerwonawa... Brrr. Zostawiłam próbkę dla laboratorium, zrealizowałam receptę na sole mineralne i wróciłam do wyrka. To ponoć infekcja. Osobiście podejrzewałam mięso, siostra wirusa. Wtorek był słaby, ale już ok. Dziś jest środa i miałam nawet siły, żeby mieszkanie trochę ogarnąć i kibel zdezynfekować własnoręcznie.

Babciu, co za życie. Cierpiałam niewyobrażalne katusze.

Czy to możliwe, że tak organizm zareagował na dosłownie 10 łyżek ryżu z curry z kurczakiem? Chyba nie - zwróciłabym raz, a dobrze i po kłopocie. Jeśli to infekcja - to skąd?? Pracuję w rekawiczkach, masce i dłonie myję średnio 15 razy dziennie (często do toalety chodzę, bo duuużo płynów piję). Może to brak reklamowanych kultur bakterii zawartych w jogurcie, którego od wakacji nie jadam? Może po prostu jako weganka coś skrewiłam? To na pewno nie zatrucie pokarmowe, bo współlokatorzy tryskają zdrowiem.

Co tu się qrde stało?_?

Ale nie ma tego złego - teraz, gdy cudownie ozdrowiałam czuję się jak nowo narodzona i powiem nawet szczęśliwa, mam apetyt,  nie boję się wypić trochę wody i zaraz pędzić do łazienki (przybiłabym piątkę człowiekowi, który zaprojektował ten dom, w którym mój pokój jest ulokowany tuż przy łazience, uf!), z wagi 57 kilo w ciągu tych 4 dni spadłam do 55 kilo. Trzeba to uzupełnić. Jeśli jeszcze jakaś infekcja mnie trafi to ją zabiję!

Hozier From Eden

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...