środa, 15 października 2014

Przesuszenie zimowe

Zimą odczuwam upływ czasu. Raz, że mam urodziny w grudniu, dwa, że wiosna/lato, gdy kwiecie pachnie, jest za nami. No i jesień też robi swoje - pomarszczone liscie, te sprawy...

Zawsze mam pod koniec roku przesuszoną skórę. Często twarz ściągniętą, wieczorem, po demakijażu mam ochotę wklepać w siebie ze dwa słoiczki kremu. Ale znam fajniejszy sposób, o którym przeczytałam u Karminowych Ust: najpierw trzeba zwilżyć twarz hydrolatem i gdy się jeszcze świeci od owej wody trzeba wklepać nieco olejku. Lub owego kremu (napewno jakieś olejki zawiera). Innymi słowy co tam akuratnie mamy. Aktualnie wykańczam olej tamanu, jak mam dość jego zapachu to olej kokosowy (obecny w każdej szafce dziewczyny, która umie obslugiwać youtube i blogosferę).

Zamiast hydrolatu wklepuję w twarz Breath of Fresh Air niezrównanego Lush'a (ta firma ssie moje pieniądze, jak to duże dziecko swoją matkę w Grze o Tron). Bardzo fajny tonik, tak na marginesie. Przeważnie mam chłodek w pokoju i Breath ... jest cały czas zimny. Psikam sobie 3X na dłoń zaraz po wstaniu z łóżka i oklepuję twarz - obudza.

Cały czas lubię do kremów dodawać kilka kropek olejku lawendowego - super sprawa na syfki i uspokojenie.

Świetna jest też głodówka dla skóry, czyli jeden dzień w tygodniu zostawienie cery samej sobie. Olać wszelkie olejki, paciacze, makijaż i płyny. Niech cera pooddycha dla świętego spokoju.



Na polskie wesele idę niedługo to opowiem Wam o przygodach weganki na takiej imprezie :)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...