czwartek, 30 października 2014

WeseLicho z wegańskim gościem

Siostra mi się hajtnęła była. Z tej okazji powróciłam na ojczyzny łono na dwa tygodnie, o których zdecydowanie mogę powiedzieć, że wegańskie nie były. Przyznaję, że ciężko mi organizować sobie tu posiłki. Na weganizm przeszłam w Edynburgu. Wiem, gdzie tam się zaopatrzę w odpowiednie produkty, jakie są ceny, mam sprzęt do miksowania itede. Nagle znalazłam się i poczułam jak w komunistycznym kraju: na pułce ocet, a towar w Pewexie drogi jak gwiazdka z nieba. Trochę byłam tym faktem zestresowana. Cały czas byłam w odwiedzinach u znajomych, którzy nie za bardzo wiedzieli czym mi kanapkę posmarować; gdzieś tam lazłam, a gdy wracałam zmęczona do domu to w lodówce ser i pomidory :/

Ślub jak ślub, Panna Młoda powiedziała ,tak!', więc obyło się bez sensacji. Swoją drogą - dałabym sie pokroić za zaproszenie na ekstrawagancki ślub i wesele.

Sensacją byłam ja - weganka. Co to za straszne czasy, żeby na ślubie paszteta nie skosztować?

Muszę powiedzieć, że jako gość specjalnej (bez)troski potraktowana zostałam po królewsku - jedzenie było pyszne! Siedziałam przy stole w ten sposób, że to ja jako pierwsza dostawałam talerz pełen jadła. Na moje pytanie:
- Czy to wegańskie? - kelnerzy i kelnerki cichutko zabierali talerz ze słowami:
- Oh, to PANI, zaraz przyniosę.

Oczywiście o fakcie, że jestem weganką poinformowałam siostrę odpowiednio wcześnie - w lokalu, gdzie odbyło się wesele mieli czas, żeby postudiować blogi kulinarne :) Nie robiłam zdjęć, bo nie mam aparatu i nawet jakoś o tym nie pomyslałam. Cusz...

Dostałam talerz zupy-krem z dyni (tak mi się wydaje, to mogła być cukinia z marchewką, albo jeszcze jakiś kulinarny cud) z migdałami. O jeżu mój kochany - niebo w gębie! Podczas zupy mój 11-letni brat wypytywał mnie co to i zaciekawiony zapytał mnie co to jest weganizm. Wytłumaczyłam malcowi i pytam się go czy uważa, że to dziwne, żeby nie jeść mięsa. Ale dla tego szczeniaczka, wychowanego w domu żołnierza, starszego rodzeństwa, które słucha black metalu, muzykującego brata i siostry, która w łazience robi mały zakład fryzjerski, nie ma rzeczy dziwnych.

Na stole oczywiście sporo było owocków i sałatek warzywnych bez śmietany, niektóre miały ser feta. Kolejnym daniem były dla mnie dwa szaszłyki z pieczarek, ogóra, cebuli i cukinii. Trochę ziemniaczków. Podejrzewam, że miały w sobie masełko. Do tego buraczki i marchewki sobie nałożyłam. Głód jest najepszą z przypraw - zawsze jem do ostatniego okruszka.

Ostatnim daniem był spory talerz ryżu z jakimś sosem chyba. Ale byłam pijana. Pamiętam, że pochłaniałam sobie ryż w tym sosie aż mi się uszy trzęsły. Takie nic, ale zawsze coś.

Z niewegańskich rzeczy zjadłam krokiety z kapustą i barszcz czerwony z połówką jajka, które wyłowiłam z majonezu. Była 3 nad ranem i ostatnią rzeczą na jaką wszyscy w kuchni (łącznie ze mną) mieliby ochotę to gotować coś bez jaj, śmietany i wędliny. Nie jestem osobą, która zrobi scenę, bo zupa jest za słona.

No, ale para młoda zapłaciła za lokal mniej niż się spodziewała. Śmialiśmy się, że to dlatego, iż mięsa nie jem. Inaczej by dopłacili :p bo jem sporo.

Żart mojego brata, po którym o mało z krzesła nie spadłam ze śmiechu. Wiem, że jest głupi, ale Młodszy zna moje perypetie z niedowagą i chęcią przytycia więc:

- Jedz dużo trawy. Będziesz jak krowa! :D



Pochwalę się recznie szytym, militarnym płaszczem. 
Jest tak wyjątkowy, że aż mnie boli, gdy wisi w szafie 
prawie nie noszony. 
Wkomponowałam się w nastroj: Pan Młody jest żołnierzem :)

The Devin Townsend Band - "Vampira"

wtorek, 21 października 2014

W poszukiwaniu organicznej pomadki ochronnej - Crazy Rumors

Przesuszenia jesienno - zimowego ciąg dalszy. Mam suche skórki wokół paznokci, suche końcówki włosów, sucho w ustach i na wargach, susza w relacjach damsko - męskich. Posucha jednym słowem. 

Akurat nie jestem fanką pomadek ochronnych: kosztują krocie, a wazelina za 2 złote też jest dobra, więc po co przepłacać? A Crazy Rumors kupiłam, bo:

- zamknięte są w uroczych sztyftach,
- posiadają genialną nazwę, 
- gama smakowa jest spora i ma się ochotę mieć je wszystkie na raz czyli smak mięty, koka koli, jagodową, kawową, ciasteczkową itede. Wybór jest duuuży.

Ja mam Apple Spice i smakuje jak cynamon. Bardzo fajna jest pod kolorową szminkę (zwłaszcza, gdy jest to nasz ukochany kolor, lekko już przeterminowany i wysusza nam usteczka, he he...... Jestem sknerą).

Zgrabne opakowanko, 4.4 ml, szczelny i solidny kapturek, niemożliwy do ściągnięcia gdy mamy wykremowane dłonie - no bida trochę. Ale same naturel składniki, produkt wegański, ze znaczkiem króliczka. Widziano w sklepie wegańskim SweetPiggy


Unisex - dla chłopaka i dziewczyny ;)



środa, 15 października 2014

Przesuszenie zimowe

Zimą odczuwam upływ czasu. Raz, że mam urodziny w grudniu, dwa, że wiosna/lato, gdy kwiecie pachnie, jest za nami. No i jesień też robi swoje - pomarszczone liscie, te sprawy...

Zawsze mam pod koniec roku przesuszoną skórę. Często twarz ściągniętą, wieczorem, po demakijażu mam ochotę wklepać w siebie ze dwa słoiczki kremu. Ale znam fajniejszy sposób, o którym przeczytałam u Karminowych Ust: najpierw trzeba zwilżyć twarz hydrolatem i gdy się jeszcze świeci od owej wody trzeba wklepać nieco olejku. Lub owego kremu (napewno jakieś olejki zawiera). Innymi słowy co tam akuratnie mamy. Aktualnie wykańczam olej tamanu, jak mam dość jego zapachu to olej kokosowy (obecny w każdej szafce dziewczyny, która umie obslugiwać youtube i blogosferę).

Zamiast hydrolatu wklepuję w twarz Breath of Fresh Air niezrównanego Lush'a (ta firma ssie moje pieniądze, jak to duże dziecko swoją matkę w Grze o Tron). Bardzo fajny tonik, tak na marginesie. Przeważnie mam chłodek w pokoju i Breath ... jest cały czas zimny. Psikam sobie 3X na dłoń zaraz po wstaniu z łóżka i oklepuję twarz - obudza.

Cały czas lubię do kremów dodawać kilka kropek olejku lawendowego - super sprawa na syfki i uspokojenie.

Świetna jest też głodówka dla skóry, czyli jeden dzień w tygodniu zostawienie cery samej sobie. Olać wszelkie olejki, paciacze, makijaż i płyny. Niech cera pooddycha dla świętego spokoju.



Na polskie wesele idę niedługo to opowiem Wam o przygodach weganki na takiej imprezie :)


niedziela, 12 października 2014

...

Cześć!

Co u Was słychać, Piecuchy?

Odkąd jestem na weganizmie przeważnie bywam głodna, ale jednocześnie czuję że mogę osiągnąć Wszystko. Mam wrażenie, że czeka mnie jeszcze coś niebywałego. Że mogę nakręcić film który dostanie oscara, pędzący pociąg mogę przyjąć na klatę, albo nauczyć się Pana Tadeusza na pamięć. Ale na pewno nie pobiegnę w maratonie. O rany - jestem antysportowa. Nienawidzę biegać. To jest nuuudne - myslalam na poczatku.

Dalej tak jest - nie lubię sportu. I lubie jednocześnie. Czasem mam przebłyski aktywnie spędzonego czasu. Ale to raz na miesiąc. W piątek po pracy padałam na paszczkę, a jednak wbiłam się w ,kostium' i pomimo ziąbu ruszyłam truchcikiem dookoła bloku :) Zawsze coś.

Nareszcie nadeszła wyczekiwana przeze mnie jesień. Jestem piecuchem, uwielbiam jak jest zimno, bo mam wtedy cudowny pretekst do zostania w domu zamiast wychodzenia:
- Chcesz mnie na kawę w ten ziąb wyciągnąć? Oszalałaś Kochaniutka??

Chyba lubię okołozimowy okres ponieważ nigdy nie choruję. Może i wyglądam jak wieszak, ale gdyby moja odporność miała się spersonifikowac wyglądałaby jak Szwarceneger z kałaszem - zabija zarazki na śmierć.

Chciałam sobie popisać. Pijcie dużo herbatki :)

,Winter is coming'


Trivium Down from the sky

sobota, 4 października 2014

Różo, tyś chora...

Oswajam jesień. Jest jesień, jest dobrze, bo herbatka wchodzi jak wino. Kupiłam sobie jeden egzemplarz herbat Yogi Tea (spotkacie w eko sklepach). Jest to firma produkująca organiczne zielska do picia. Są drogie, bo za pudełko zapłacicie plus minus 15 zł i chę Was przestrzec przed różaną wersją: okropna herbata. Rozczarowująca fanów kwiatu róży. To raczej zmielone łodygi i kolce niż płatki. Jeśli sięgam po herbatę to liczę na relaks, uspokojenie umysłu, połączenie się w wszechświatem. A gdy piję różaną Yogi to po każdym wypitym łyku wyrażam się w ten sposób: bleh

Podobne emocje wiążą się z wodą różaną z Bułgarii - do mojego ukochanego zapachu baaardzo jej nie po drodze.
Ma super atomizer, który otula twarz, ale co z tego skoro nie lubię jej używać? Przekazałam dalej.
Ta sama firma posiada w swoim repertuarze perfumy różane i tu jest strzał w pięćdziesiątkę! Czerwona jak krew woda to typowa, ciężka róża ogrodowa.

A jeśli już jesteśmy przy najromantyczniejszym z kwiatków to Lush posiada w ofercie wegański balsam różany o nazwie Ro's Argan. O Bogowie! Najlepszy kosmetyk na świecie i jeśli się mylę to mnie poprawcie. Super nawilżacz o cudownym aromacie. Zapach jest idealny, a nawilżenie 10/10.
Dziwny w użytkowaniu: ponoć najpierw trzeba go nałożyć na ciało, potrzymać 5 min i potem spłukać pod prysznicem. Czasem tak robię. Ale ja mam tylko dłonie suchawe czasem więc nakładam go na noc i jest ok. W pracy muszę myć dłonie 50 tys razy dziennie i nie zauważam papierowej skóry. Fajny kosmetyk do nawilżania ust :) Pyszny zresztą.
Zostawia tłuste plamy na tablecie więc zaoatrzcie się też w płyn do czyszczenia ekranów.

Volbeat + Lonesome Rider



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...