czwartek, 8 maja 2014

Różany ogródek Alverde

Nie jestem kosmetycznym masochistą i nie potrzebuję półek uginających sie od mazideł, ale mam pewną słabość, która mnie jednak męczy: jak ubzduram sobie, że coś chcę, bo mieć to muszę, bo tak, to chcica nie odpuszcza przez jakieś 3 dni tak mocno, że aby ukoić ,ból' klikam w internety i patrzę jak inni posiadają ową rzecz. Potem chcica nieco spuszcza z tonu i jeśli danej rzeczy jakimś cudem udało mi się nie zdobyć to chęć posiadania raczej powróci. Mam tak raz na kilka miesięcy i dotyczy to każdej dziedziny życia. Nie ważne czy chodzi o książkę, chipsy czy bilet do kina. Zawsze są to drobne przedmioty, nigdy istoty żywe. Prawie nigdy nie kupuję beststellera. Obecnie mam parcie na baleriny wegaskiej firmy Mel by Melissa - byłam o włos od ich kupienia...

No ale post nie o tym.

Na krem Alverde napaliłam się niechcący, przypadkiem, wbrew własnej woli! Nie chciałam tego! Niestety było już za późno, aby wsiąść w auto, pojechać i wyłożyć euro na ladę, poniewaz byłam w Polsce. A żeby zdobyć ten kosmetyk Polka - wegetarianka (weganka) musi się nieco nagimnastykować, a to z braku w naszym kraju drogerii DM. Najpierw poprosiłam znajomą, która w mieszka przy granicy niemieckiej, żeby mi go kupiła, jednak nie wypaliło - miała ważniejsze problemy na głowie niż zakupy. Litanię o krem wystosowałam więc u kuzynki, która bywa w Austrii. No i po kilku tygodniach subtelnych próśb (Tylko nie zapomnij, Kochana, o kremikuu!)
Ja wiem, że jest internet, i okazje, i ebay, alledrogo, i lubię paczki dostawać, itede itepe. Ale jednak historia powiązana ze zdobyciem upragnionej duperelki zapada mi w pamięć. To jest takie głupie, że aż śmieszne - doceniam to, że zainwestowałam czas i energię na zakupy stacjonarne :3 i może dlatego mini recenzja tego kremu jest entuzjastyczna. Bo strasznie lubię te 50 mili, nawet jeśli krem do najbardziej tewelacyjnych nie należy - nie nawilża spektakularnie i zostawia po sobie coś jakby kolejną warstwe naskórka.

Krem na dzień. Być może lepszy będzie olejek tej samej serii lub krem na noc. Wersja na dzień jest spoko, ale nie nie kupiłabym ponownie i łamała sobie karku, żeby zdobyć. Mimo wszystko zawiera wyciąg z róży, a róże górą! Mój ukochany obecnie zapacho-ekstrakt można bez trudnu obnaleźć w kosmetykach oraz perfumach. Uwielbiam to i kciuki w górę, ponieważ jest rewelacyjny dla skóry, dla mnie wręcz idealny i na chwilę obecną tylko róża róża róża - odmładza, spłyca zmarchy, pomaga przy likwidacji przebarwień. Łagodzi podrażnienia i obrzeki, ujędrnia. I pachnie jak Niebo :D tak wiec może ta konkretna, niewielka tubeczka eko mazidła pomoże Wam w zapobieganiu niewielkich dolegliwości skórnych?




2 komentarze:

  1. Też tak czasem mam,że coś koniecznie muszę mieć. A jak próbuje o tym nie myśleć to zawsze jakiś głos z tyłu głowy mówi "Kup mnie" :)

    OdpowiedzUsuń
  2. U mnie chyba też podobnie. Używam, co prawda, bardzo niewielu rzeczy i niewiele mi potrzeba, ale jak już się na coś zapalę to godziny można spędzić na poszukiwaniach i próbach zdobycia ;)
    Tymczasem miło by było, gdyby jednak DM zdecydował się wejść do Polski.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...