piątek, 6 grudnia 2013

Odyseja kota imieniem Homer

Prze-ko-cha-na lektura! Czysta przyjemność dla kociarza zanurzyć się w taką książkę wieczorową, jesienną porą. Świetny prezent dla miłośników kotów :3 Reszta ludzkości nie zrozumie tej lektury, uznając autorkę za nieco szurniętą (pamiętajcie, iż każdy ma jakiegoś bzika).


Autorką i posiadaczką tytułowego Homera jest Gwen Cooper, która przygarnęła kociaka w 1997 roku. Zwierzak miał infekcję oczu, które pani weterynarz zaszyła, gdyż zagrożenie jego życia było zbyt wielkie. Gwen - młoda ,stara panna', która miała już dwa koty w domu, nie mogła oprzeć się, głównie dlatego, że była ostatnią deską ratunku dla kotka - nikt inny go nie chciał.

Książka przedstawia wyrywkowe historie życia 11-letniego wówczas Homera oraz jego pani - istnej kociej mamy, która ma fioła na punkcie zwierząt mruczących. Wzruszyłam się zwłaszcza w momencie, gdy autorka opisywała wydarzenia z 11 września 2001 roku, gdy musiała opuścić mieszkanie (blisko World Trade Center) i potem chciała się dostać do niego z powrotem, żeby uratować swoje 3 zwierzaki.


Homer już nie żyje (jakoś nigdy nie mówię, że zwierzęta zdychają, nie wiem czemu) - został uśpiony w sierpniu tego roku z powodu chorobowych powikłań. Rest in pease!

4 komentarze:

  1. Zamówię sobie pod choinkę.
    Czytałaś "Miłość przez małe "m""? Taka miła kocia książka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, ale nie omieszkam poszperać i przecztać :)

      W antykwariatach szukaj cyklu kryminałów Lilian Jackson Braun, o Kotach które... (Tak się zaczyna każdy tytuł: Kot, którego nurtował strumień akurat posiadam). Kioskowa, lekka lektura.

      Usuń
  2. Ja niestety wolę pieski. :) Mojego zaadoptowałam ze schroniska. Inna opcja nie wchodziła w grę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystkie piesy nasze są :) ale kotki bardziej ;)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...