poniedziałek, 28 stycznia 2013

Mimi Kirk




Pani Mimi Kirk, która została jakiś czas temu najseksowniejszą wegetarianką po 50-ątce. Urodziła się w 1938 roku i wygląda - niech mnie ktoś poprawi jeśli się mylę - zachwycająco! Kto nie chce tak wyglądać i czuć się na starość ręka w górę.

Z dzieciństwa mam taki obrazek przed oczami: moja 70-letnia, ponad 100-kg babcia cały czas siedząca przy garach, narzeka na to co ją boli. Najczęstszym jej pytaniem do mnie było: co chcesz jeść? Taki nijaki kontakt. Wolałam cichego i patrzącego w okno dziadka. Chodzi o to, że starość kojarzy się przeważnie z cierpieniem, staniem w kolejne w aptece i ogólnym, przeważnie kiepskim stanem zdrowia.

Oczywiście ważne są geny. I to mnie trochę martwi, bo kobiety w mojej rodzinie ... hmm - no nieciekawie te moje geny wyglądają. Ale też nie było w mojej rodzinie wegetarianki, więc rokowania mam dobre :D

Obejrzyjcie koniecznie! Ona się cieszy, że żyje, chce widzieć swoje prawnuki, dlatego ma nadzieje osiągnąć wiek 100 lat, ma młodszego o 20 lat chłopaka, podróżuje. Bardzo inspirująca laska :)

środa, 23 stycznia 2013

Samsara



No i sobie obejrzałam film dokumentalny Samstara.

Świetny! Nie tak dobry jak Baraka, ale godny.

Relaksujący, inspirujący, dający do myślenia, odprężający, dla wielu po prostu nudny, bo przez niecałe 2 godziny podziwiamy świat i świetne zdjęcia.

Oglądając kilka scen miałam wrażenie, że jesteśmy na kolonii, na innej planecie. Czasem trudno mi pojąć, że nauka i technologia są już AŻ tak bardzo zaawansowane.

Oglądam takie kino z największą przyjemnością, ponieważ jestem zafascynowana starożytnymi cywilizacjami, kulturami, które przeszły do historii. Te filmy przypominają mi, że wszystko płynie, jest w ruchu i podlega zmianie. Patrząc na wymarłe miasto gdzieś w Ameryce miałam wrażenie, że sceneria jest ta sama co np piramidy na pustyni, tylko obie dzielą 3 tysiące lat czasu. Czym jest tysiąc lat czasu dla planety? Jak będzie wyglądał nasz ludzki świat w roku 3013? Chciałabym czasem żyć wiecznie, żeby na własne oczy to obserwować - nabawiłam się tego niezdrowego pragnienia po obejrzeniu wspaniałego filmu Człowiek z ziemi

Prorokuję, że Unia Eu też kiedyś upadnie, wszak Cesartwo Rzymskie dobiegło końca, a które to miało trwać wiecznie.


Nie mylcie z filmem fabularnym Pan Nalin'a, pod tym samym tytułem.

Samsara oznacza wędrówkę, drogę przez życie, która prowadzi do oświecenia - nirwany.

czwartek, 17 stycznia 2013

Alverde, du bist so wundabar!

Alverde = Love You :*

Firma, która jakościowo nie olśniewa, ale co do której pałam jak najmilszymi uczuciami. Macie chyba czasem takie wrażenie co do jakiejś marki, niekoniecznie kosmetycznej - zadowala Was, choć nie wiecie dlaczego? Jest to firma ocertyfikowana, ekologiczna, nie testuje na zwierzach, czyli wszystko czego potrzeba mi do ziemskiego szczęścia kosmetycznego ;)

Uwielbiam Alverde i polecam każdemu. Szafę z kosmetykami kolorowymi i kosmetyki pielęgnacyjne znajdziecie w niemieckich drogeriach DM. Trochę można zgłupieć, gdy się stanie przed wyborem, dlatego słów kilka na temat kilku wybranych przeze mnie rzeczy:


#
Krem do twarzy na dzień do każdego rodzaju cery. jest lekko lekki, dlatego dodaję do niego kropelkę oleju, który akurat mam pod ręką, a pomysł ten zaczerpnęłam z bloga Wiedźmi Kociołek. Wchłania się bardzo szybko, bardzo fajne smarowidło na lato, bo nie zostawia tłustej warstwy. 




#
Mydła w kostce są miodzio. Nie przepadam za kostkami, ale zainwestowałam i warto było - nie wysuszają na wiór dłoni. Pachną bosko! Nie kupiłabym ich ponownie, bo są drogie. 



#
Żel pod prysznic jest genialny, akurat ten jagodowy to limitowana edycja. Słodko pachnie i jest gęsty. Nie zauważyłam, żeby mi wysuszał skórę (zwłaszcza, że używam go do golenia nóg), ale też nie używam go na tyle często, żeby być wiarygodnym źródłem. 



#
Peeling Alverdowy trochę jedzie alkoholem. Zapach kojarzy mi się baaardzo delikatnie z przyjemnym lekarstwem, jest on naprawdę znikomy, odświeżający. Nie lubię tego kosmetyku, bo jest tak słabiutki i nie drapiący, że to chyba nie peeling - nie mam wrażenia oczyszczonej nim skóry buzi. Kuleczki są plastikowe i nie rozpuszczalne, żel jest glutowaty. Mała pojemność, szybkie zużycie. Taki se.




#
Dwufazowy płyn do demakijażu - nie nie nie! Zostawia sklejkę na powiece, którą trzeba zmyć mydłem lub żelem lub po prostu wodą. Kiepsko zmywa tusz. Opakowanie ma 100ml czyli kwalifikuje się do samolotu. Nie lubię zakrętek...



#
Płyn do płukania ust i pasta są bardzo delikatne. Pasta ma 75ml, płyn jest bardzo duży, praktycznie nie posiada smaku i siły. Przyzwoity duet. Zauważcie, iż nieśmiało paczam na Was zza ipada.



#
Żel stylizujący jest bardzo trafnym zakupem. Pachnie przyjemnie trawą cytrynową, jest mocny. Trzyma w ryzach moje kłaczki na skroniach, lepszy dla krótkich włosów.



#
Ta szminka jest super! Malutka, ale czerwonego koloru używam sporadycznie, więc dla mnie jest to plus. Nie wysusza i nie złazi, ale dodam, że nie paplam często i nie zjadam kosmetyków z ust - u mnie każde mazidło trzyma się długo na warach.


Kosmetyki do oczu Alverde to jednak małe rozczarowanie. Mam ich eyeliner i tusz (inne niż na fotce z kotem) i muszę powiedzieć, że były to pierwsze i ostatnie moje zakupy tych mazideł - tusz się osypuje, a kreski kruszą i łatwo je rozetrzeć. Na całonocną imprezę są to najmniej odpowiednie kosmetyki!
Błyszczyk w tubce jest za to przekultowy, lubię go strasznie. Jest gęsty i duży. Smacznie pachnie, nie nadaje fascynującego koloru różu. Szkoda, że nie ma pędzelka lub gąbeczki.



#
Dezodorant to porażka. Nie wiem co to takiego, zdaje mi się, że odświeżacz do pach, bo antyperspirant to to nie jest (a może muszę sobie dokładniej przetłumaczyć napisy?_?). Woda z dodatkiem zapachu limonki. Może będę psikać tym włosy? Stopy - coby pachły? 



wtorek, 8 stycznia 2013

Rok wegetarianizmu - wady i zalety, dlaczego warto, co zyskałam


Ewa mi to zrobiła ...

Rok temu przeszłam na wegetarianizm. Mój powód miał podstawy etyczne, a zmobilizował mnie do tej decyzji film dokumentalny "Ziemianie" (Earthlings. Powtarzam ten tytuł za każdym razem). Pod koniec roku 2011 powoli odstawiałam mięso, a od stycznia kontroluję to co jem skrupulatnie, świadomie nie kupując i nie gotując mięsa... nooo, trochę Was naciągam i już się z tego tłumaczę:

1. mam w domu dwa koty. Kot nie może być wegetarianinem. Ale dobre karmy kosztują więc wymyśliłam, żeby dawać im świeże mięso, mianowicie kupuję serduszka drobiowe, które kroję na pół, wkładam po 8 (czyli 4 serca na kota) do pojemniczków po jogurtach i zamrażam. Rano gdy karmię kociaki karmą z saszetek (m.in. Whinston z Rossmanna, w niektórych jest nawet sporo mięsa, w większości minimalne 4% niewiadomoczego) wyciągam jedno opakowanie serduszek i wstawiam do lodówki, żeby odtajało. Pod wieczór zalewam serca wrzątkiem, odcedzam i podaję Milusińskim od czasu do czasu, gdyż bardzo to lubią.

2. tak całkiem czysta od mięsa nie byłam. Trzy razy zdarzyło się, że je zjadłam. Na początku roku 2012 kupowałam jogurt serduszko. Młóciłam je wesoło trzęsąc uszkami przez powiedzmy miesiąc aż odkryłam, że zawiera żelatynę wieprzową. Drugi raz w Holandii poszliśmy z ludźmi na imprezę rowerową po której w knajpie jedliśmy obiad ze szwedzkiego stołu. Wybierałam sałatki, ziemniaki, ryż z rodzynkami etc. Jakiś czas później kolega mówi, że:
- Ty nie jesteś wegetarianka.
- co Ty chrzanisz? Jestem!
- to czemu wtedy na imprezie zjadłaś sałatkę z kurczakiem?
- cooo?? nie było w niej kurczaka! czułabym go przecież.
Co było a nie jest nie pisze się w rejestr. Stało się. Wydawało mi się, że nie ma w niej mięsa.
Trzecia wtopa miała miejsce w październiku. Zjadłam kanapkę z pasztetem mięsnym. Coś mi się potentegowało (gdyż akurat wtedy miałam w lodówce swój pasztet sojowy). Zdziwiona byłam, że moja mama, która patrzyła jak tą kanapkę jem i wiedząc, że nie jem mięsa nie wytrąciła mi jej z rąk... Moja Mama...

Przyznam, że strasznie bałam się nowej diety. Nie obawiałam się, że rezygnuję z mięsa, którego smak bardzo lubiłam, ale tego, że mój organizm mnie nie posłucha i nie zechce być wegetariański. Wydawało misię, że z wegetarianizmem jest problem jeśli chodzi o gotowanie, wszak podstawą do gotowania np rosołu jest kura, jeśli jajecznica to tylko z boczkiem - mniam, śledzik ze śmietaną bez śledzika? :( Wszędzie mięso trzeba wpakować. Co tu jeść? Z drugiej strony zastanawiam się dlaczego się bałam? Przecież nigdy nie widziałam książki czy programu pt "Wady wegetarianizmu" czy "Wegetarianizm i jego fatalny wpływ na zdrowie" ... Argumenty przeciwników wegetarianizmu są słabe jak klej w tanich podpaskach. Czasem mam wrażenie, że prędzej dogadam się z gupikiem w akwarium niż z drugim człowiekiem, który stara się udowodnić mi, że wegetarianizm nie ma sensu. Ma sens, do ciężkiej kolery!

Na szczęście wszystkie problemy, które wydawały się poważne okazały się Panem Pikusiem.
Czuję się bardzo dobrze, mam siły do robienia czegokolwiek i chęci do ich realizacji. cerę mam zdrową, nie jestem ociężała, brzuch płaski, przemiana materii ok, aczkolwiek mogłoby być lepiej. Nie zauważyłam mniejszego krwotoku cyklicznego, a liczyłam na to :/
Brakuje mi mięsa, ale swoje postanowienia traktuję poważnie i na razie nie ma opcji powrotu do starej diety. Moja rodzina dalej jest mięsożerna, ale konsumuje go mniej. Czasem otworzę lodówkę a tam uderza we mnie odór wędlin. Czasem ten zapach mnie strasznie odpycha, czasem jednak ślinka mi cieknie jak u psa Pawłowa...

Ludzie się dziwią. Myślą (podobnie jak ja kiedyś), że bez mięsa człowiek się robi ułomny i zdechnie. Ale zdarza się, że dziewczyny dbają o dietę i rezygnują ze słodyczy. Reakcja ludzi jest wtedy podobna - jak to kawa bez cukru? Czekolady nie jesz? Nieustające tłumaczenie się ze swoich decyzji.
Inni nie mogą jeść wybranych produktów bo mają wysoki poziom cholesterolu - pozycja takiego człowieka jest kiepściejsza niż moja bo ja jestem zdrowa, a oni nie. Ja mogę wybierać czego nie zjem, mam ku temu powód etyczny, oni - żeby czuć się w miarę dobrze i polepszyć zdrowie, które przez obżarstwo zostało nadszarpane. Ja czuję się dobrze przez cały czas! I liczę na to, że tak będzie jeszcze długo :)

Kolejnym moim lękiem był strach przed schudnięciem. Stres w pracy, dużo zajęć pod koniec studiów i związany z tym aktywny tryb życia spowodował, że w 2008 roku ważyłam najmniej w swoim dorosłym życiu - 49 kg/ 161 cm wzrostu. Myślicie, że przytycie to prosta sprawa? 4 lata zajęło mi doprowadzenie się do aktualnej wagi czyli 54 kg. Bałam się, że na wegetarianizmie znowu stracę na wadze, a nie chciałam tego, bo jako szczypiorek wyglądałam źle, a czułam się jeszcze gorzej. No więc dobra wiadomość dla mnie: nie schudłam 8D! Jeśli chcecie stracić na wadze to odstawienie mięcha Wam nie pomoże. To moje zdanie.

Last but not least - jestem bardzo wdzięczna moim znajomym! Gdy jestem przyjmowana w ich domach częstują mnie wypasionymi kanapkami bez mięsa lub całym obiadem - również wegetariańskim. Nie robią problemów, gdy jesteśmy razem w pizzerii i bez zbędnych ceregieli wymieniają boczek na kukurydzę lub po prostu wybieramy vegetariane. Jeśli chodzi o przyjaciół to jestem szczęściara.

 . : O : .

A na koniec mały off top: zainteresowałam się ostatnio k-dramą, czyli koreańskimi serialami. Są to małe, odmóżdżające tasiemce w stylu polskiej Brzyduli: brzydka, nieśmiała i delikatna Koreanka o wielkim sercu poznaje przystojnego, bogatego młodego mężczyznę. Akcja przeważnie polega na tym, że oboje na początku się nie lubią, na ich drodze pojawiają się osoby pragnące ich rozdzielić, bla bla bla, ale miłość zwycięża i wszyscy są zadowoleni. Dramy są różne różniste, wiele z nich to poprawiacze humoru i jeden tytuł  zwrócił moją uwagę i jeśli macie jakiekolwiek ciągoty do:
a) seriali,
b) Azji,
c) romantycznych historii z happy endem,
to polecam Wam Mary stayed out all night (w częściach, z angielskimi napisami na yt, można też szukać pod tytułem Marry me, Mary). Historia jest banalna, główna bohaterka gada do siebie na głos, jeden z potencjalnych kandydatów na męża gra na gitarze w rockowym zespole i chyba to mnie zaintrygowało. Byłą dziewczynę rockowego Koreańczyka gra piękna Kim Hyo-jin która... jest w realu wegetarianką :3

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...