poniedziałek, 1 października 2012

Vega Life w Amsterdamie


W sierpniu miałam okazję poszlajać się po holenderskiej stolicy, więc słuchajcie uważnie:


W budynku po prawej znajduje się Muzeum figur woskowych. Bilet odstrasza (30 erło), ale moja siostra była w tym muzeum tylko, że w Londynie i była pod wrażeniem. Może kiedyś, jak już nie będę miała nic lepszego do zwiedzania w pięknym mieście nad rzeką Amstel wstąpię tam?


KOCHAM kościoły gotyckie i zawsze do nich wchodzę. Do budynku powyżej weszłam i się lekko zdziwiłam - tuż przy drzwiach ustawiona była ogromna kasa, a za wejście trzeba było zapłacić 4 eu. W środku natomiast nie było ław dla wiernych tylko przeszklone gabloty. O rany - to muzeum! o_O' Holandia jest ateistycza i takie budowle wieją pustkami.



W Amsterdamie się nie zakochałam, ale lubię to. Jest to ciekawe miasto, ALE... Nie zachwyciłam się, lecz na pewno chciałabym wrócić. Miałam na zwiedzanie parę godzin. Pierwszym moim zakupem była mapa. To był zaiste cudowny pomysł, gdyż miasto jest entlikiem pętlikiem - bardzo dużo jednakowo wyglądających ulic, wszędzie kanały i kamienice. Nie wiedziałam gdzie mam iść. Po kupieniu mapy skierowałam się w pierwszą lepszą uliczkę, a tam... sex shop, coffee shop, sex shop, suveniry, sex shop, coffee shop itede.


- Ożeszku włoski. Cały Amsterdam tak wygląda??? - Zaniepokoiła się autorka.

Na szczęście skręciłam w jakąś boczną i wszystko wróciło do normy: New Yorker, Hema (baaardzo fajny sklep, znajduje się w niemal każdym mieście), Top Shop i takie tam znajome marki. Łaziłam sobie w te i we wte i dostawałam kręćka.



Co mnie urzeka w tym kraju to ciekawe dla oka zagospodarowanie roślinami nawet najmniejszego skrawka ziemi. Są to maleńkie dzieła sztuki. Gdyby Holandia miała zmieniać kolory flagi to na pewno zdecydowałaby się na zielony kolor ;)



Rowery, rowery, rowery! Jeśli mostów jest tu milion to rowerów jest bilion. Jest to najwygodniejszy, najtańszy, najzdrowszy, zajmujący najmniej miejsca, najszybszy rodzaj transportu. Na jednej uliczce, przyczepiony do barierki zobaczyłam zardzewiały i powyginany rower, którego nikt nie odczepia. Po prostu tam jest jako znak charakterystyczny. Właściciel albo o nim zapomniał albo zmarł.



Jako wybitna organizatorka imprez przygotowałam sobie listę adresów ze sklepami dla wegetarian. Okazało się, że jeden z nich jest niedaleko dworca, w rejonie, którego starałam się trzymać coby nie zbłądzić. O bogowie! Znalazłam Cię sklepie Vega Life! Ale... Chwieczkę... Co ja widzę? O nieee - jesteś zamknięty!!! Moja wycieczka miała miejsce w niedzielę i sklep o którym marzyłam był dla mnie nieosiągalny. Można w nim kupić przede wszystkim ciuchy, trochę kosmetyków (przez szybę rozpoznałam Barry M i Laverę), literaturę, coś dla swoich zwierzaków. Wszystko organiczne, eko, nie testowane na zwierzętach, fair trade.



W planach miałam zakup butów na zimę. No niestety ominęła mnie wyprzedaż, nad czym ubolewam . . .


Nie wiem co to znaczy slager. Mam w planach zapisać się na kurs holenderskiego. Język jest dziwaczny, ale ma swój urok, bardzo lubię słuchać rodowitych Holendrów. Spotkałam się ze skrajnymi opiniami - że jest bardzo trudny język oraz, że jest całkiem łatwy.


Adres tego sklepu to Singel 110. Znajduje się niedaleko dworca kolejowego (Centraal). Na piechotę się dojdzie w 20 min jeśli wiemy w którą stronę iść. Ja nieco błądziłam, ale to z racji mojej pierwszej wizyty w tym ogromnym mieście. W 5 godzin zobaczyłam naprawdę niewielki tylko skrawek. Myślę, że na zwiedzanie europejskich stolic należy zorganizować sobie tydzień. 



Holandia jest ciekawym krajem. Amsterdam jest nieco szalony. Główną atrakcją jest oczywiście Ulica Czerwonych Latarń, z paniami lekkich obyczajów w oknach. Robiłam naprawdę wiele, żeby tam nie trafić. Na końcu owej ulicy jest kościół, ale nie wiem jakiego wyznania. Czy wiecie, że w Amsterdamie jest odpowiednik Czerwonej tylko, że dla pań? Jest to Ulica Niebieska, a w oknach stoją panowie lekkich obyczajów. Jeśli lubicie seks to zainteresują Was takie miejsca jak Muzeum Seksu i Condomerie - pierwszy na świecie sklep z gumkami. Zapach marihuany unosi się w powietrzu - jeśli wejdziecie w jakąś wąską uliczkę z knajpami gdzie się jara i akurat otworzą się do niej drzwi to zobaczycie zawiane nastolatki i słodki zapach narkotyku. Można się odurzyć od chodzenia po takich ulicach, nie trzeba nic kupować. Biorąc pod uwagę panoszące się wszędzie burdele i natłok zioła, które niemal leży na ulicach Holendrzy nieco lekceważąco traktują swoją stolicę. Oficjalnie jest to Amstedam. Nieoficjalnie - Haga, gdzie znajduje się siedziba królowej oraz parlament.

Chciałabym wrócić do tego miasta. Interesuje mnie m.in. Muzeum Anny Frank do którego ustawiona była spora kolejka. Kocham malarzy niderlandzkich więc na pewno zaatakowałabym kilka galerii, w tym Rijksmuseum (Narodowe), gdzie jest mój ulubiony Vermeer. W liceum naoglądałam się obrazków w książkach. Zaufajcie mi - oglądanie obrazu na żywo, w galerii powala mnie na kolana. Muuuszę oczywiście zobaczyć rzeźbę przedstawiającą ogromny biało czerwony napis: I AMSTERDAM :)

----------------------------------
gers pardoel ik neem je mee

11 komentarzy:

  1. zawsze jak piszesz o Holandii to sie czegos noewgo dowiem:D
    Bylam w Amsterdamie dwa razy ale tego wege sklepu nie widzialam nigdy!Ha! Musze sie tam wybrac!
    Powiem Ci, ze jesli chodzi o temat stolicy to rozmawialam na ten temat z holendrami i sa zaskoczeni jak mowie o dwoch stolicach, ciezko jest im wytlumaczyc temat koncza mowiac ze w Hadze jest parlament ale Amst jest stolica:D
    Ja lubie Amsterdam, za optymizm, za kanaly i piekne budynki, no i za cudowny park, i jeszcze za ulicznych grajkow:D
    Emilka

    OdpowiedzUsuń
  2. Trafiłam na plac przy którym jest muzeum figur woskowych i stały na nim 4 osoby przebrane za śmierć (przypominały postać z filmu Krzyk) i w dłoniach miały ogromne skręty maryśki. Mają poczucie humoru Holendrzy :)

    Miasto jest faktycznie czyściutkie i ładne, ale ... hmm miałam takie wrażenie, że mieszkańcy od pokoleń tylko kasę tam trzepią, a nie widać tego ducha artystycznego. Nie poczułam go w każdym razie. Ale może byłam tam za krótko?

    OdpowiedzUsuń
  3. slager = rzeźnik - marzę o wypróbowaniu ich fake meat!!!
    Jak byłam w Holandii nie widziałam o Vegetarische Slager i strasznie nad tym ubolewam :( Zgadzam się z Twoją opinią. Amsterdam jest fajny, ale nie zachwycający. Chociaż chętnie tam wrócę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Moze bylas za krotko, a moze nie w odpowiednich miejscach:D ?

    no wlasnie, wpisz sobie w google vegetarishe slager ich produkty mozna dostac w wielu miastach a pojedyncze maja w sklepach typu ekoplaza.
    Gunia strasznie drogie maja produkty, ale w supermarketach sa o wiele tansze i szczerze mowiac to we wszystkich jest to samo(a'la mieso mielone,do spagetii,do lecza, a'la stek z krowy(?)(kurczaka) ) tylko ze produkkowane specjalnie dla danego sklepu + produkty alpro soya:D ale to jednak jedzenie przetworzone o wiele bardziej smakuja mi kotlety z kabaczka:D chociaz takimi nugetsami bym nie pogardzila:D
    E

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za pojaśnienie słówka :) oprucz kotleta sojowego to nie jadłam nic mięsopodobnego. Kiedyś musi być pierwszy raz.

      W Amsterdamie jest b.dużo restauracji dla wegetarian jakby co. Szperając po necie znalazłam wiele adresów.

      Usuń
  5. Jak chodzi o muzeum figur woskowych to i tak cena niska, w sezonie to nawet ponad 40e za bilet chcą!
    Niedziele tam już mają to do siebie, tylko stacje benzynowe są otwarte. Dla nas to dziwne bo wszystko prawie otwarte jak w każdy dzień tygodnia :P
    Teraz możesz mi zazdrościć, gdyż byłam w muzeum Anny Frank! Kolejki tam chyba są zawsze, ale warto, oj warto! Jestem do teraz pod wrażeniem :) Może troche zasmucił mnie fakt, że jest nowoczesne (okej projekcje filmowe z napisami etc), ale czasem przesadzają tam z nowoczesnością, w końcu to był jej dom! A niewiele zostało jego fragmentów w niezmienionym stanie! Co jeszcze mnie zasmuciło, przy wejściu leżały kupeczki darmowych przewodników w różnych językach i oburzyłam się, że polskiego nie było, a był np koreański, czy chiński! NO HELOŁ! Jej historia ma chyba więcej wspólnego z Polską niż z krajami wschodnimi! Ale fakt, że w sklepiku znajdującym się wewnątrz muzeum zakupiłam ciekawe souveniry zrekompensował mi wcześniejszą złość na przewodniki. Zakupiłam cudny plakat Anny (do teraz wisi u mnie na ścianie) oraz książeczkę z ciekawostkami PO POLSKU!

    Pozdrawiam!

    PS
    cieszy mnie bardzo, że są jeszcze osoby na tym świecie zainteresowane Frankówką i jej rodziną, gdyż większość osób jak o nią pytam nie wiedzą kim ona była! skandal no!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam, że gdy byłam dzieckiem to polowałam na jej dziennik i nigdzie go nie mogłam dostać. W końcu go przeczytałam, ale rozczarował mnie. Może byłam za młoda na taką lekturę? Fascynują mnie historie oparte na faktach. Do tego muzeum na pewno zajrzę - przecież ta rodzina Naprawdę tam była! To nie jest fikcja.

      Usuń
  6. Ogromnie Ci zazdroszczę. Byłam w Amsterdamie tylko jeden raz i marzę o powrocie. Barzo mi się spodobało to miasto, ale być może to również skutek tego, że uczę się holenderskiego i wszystko, co holenderskie, jest dla mnie fascynujące :) No i właśnie, zgadzam się z opiniami Twoich znajomych - ten jeżyk jest i łatwy, i trudny jednocześnie. Łatwy, bo nie ma przypadków, dosyć nieskomplikowane czasy, tylko dwa rodzaje u rzeczowników itp (uważam też, że wymowa i czytanie jest bezproblemowe). Ale też okrutnie trudny z racji porządku słów w zdaniach - to dla mnie chyba na zawsze pozostanie problemem. Ale cóż, i tak go kocham strasznie :)
    -anna3101-

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Hol. poznałam najfajniejszego Holendra na świecie. Przyjaźni się z Polakami i uczy się naszego języka. Ma do tego talent, dobre ucho, ale i tak mu współczuję. Nasz język jest pogibany i osobiście, jako Polka myślę, że każdy inny język jest łatwiejszy.

      Usuń
  7. Przyznam, że miałam podobne odczucia. Amsterdam mi się podoba, ale na kolana mnie nie powalił. Mieszkać tam na pewno bym nie chciała. I dobija mnie fakt, że w niedzielę lub po godzinie 21 w tygodniu tak trudno znaleźć jakikolwiek otwarty sklep... Kraków mnie pod tym względem rozpuścił i teraz cierp z tego powodu :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno miałam zbyt mało czasu na zwiedzanie - chciałam iść w wiele miejsc, ale najnormalniej w świecie nie zdążyłabym nigdzie. Pewnie też nie czułabym się komfortowo mieszkając w tak byczym mieście na stałe. Chociaż ... nigdy nie mów nigdy :)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...