niedziela, 21 października 2012

Masterpiece



Sleek to firma bardzo popularna na youtube i blogach kosmetycznych. I nie dziwię się. Jeśli byłyście - podobnie jak ja - sceptycznie nastawione do tej firmy to możecie już nie być: te kosmetyki faktycznie są napigmentowane. Są tak napigmentowane, że sama nie mogę w to uwierzyć pomimo, że trzymam te kosmetyki w dłoniach i robię sobie nimi makijaż. Razem z siostrą jestem w posiadaniu trzech kosmetyków. Oto ich krótka recenzja:

Róż Flamingo dostałam rok temu i być może zobaczycie na zdjęciu jak niewiele go zużyłam. Jakby opisać ten kolor? Stwierdzam, że można sobie krzywdę nim zrobić. Kojarzy mi się z makijażami z filmu Moulin Rouge, Ditą von Teese albo karnawałem, kiedy to można z tapetą zaszaleć. Jest baaardzo intensywny, wystarczy mi na resztę 100 - letniego, wegetariańskiego życia. Ten kolor przyda się raczej ciemnowłosym, opalonym dziewczynom. Delikatne blondynki będą nim przytłoczone jeśli nieumiejętnie (czyt. za dużo) go nałożą. Świetny do zrobienia makijażu porcelanowej lalki (Halloween tuż tuż :>). Róż jest matowy, nie posiada drobinek. Używam go także jako cienia.

Paleta cieni Original jest cudowna! Odcienie są jesienne, poza czarnym wszystkie są błyszczące. Rozczarować może rozmiar oczek - są malutkie. Wcześniej myślałam, że są wielkości tych z Inglota, wyglądają jednak jak miniaturki. Ale pigmentacja jest mmmmm^^ Świetnie się rozcierają, długo trzymają. Naprawdę warte zachodu.

Czerwona szminka Vixen nie spodobała mi się - ma chemiczny zapach starego Poloneza, a tego nie cierpię w kosmetykach do ust, bleee. Akuratnie jestem w takim momencie życia, że lubię wszelkiego rodzaju pastele, rozmyte kolory, jasne przestrzenie i czystość poranka, a czerwone usta i paznokcie burzą mi ten krajobraz. Co nie zmienia faktu, że szminka jest trwała i także mocno napigmentowana. Używanie jej jest jednak męczące :(

Opakowania są bardzo zgrabne, małe, matowe i czarne z błyszczącymi napisami. Trwałe - na pewno nie popękają podczas podróży lub upadku. Zarówno róż jak i paleta posiadają duże lusterko zajmujące całą powierzchnię zamknięcia. Na początku miałam straszny problem z otwarciem swojego Flamingo <leeeszcz!>, jeśli mnie pamięć nie myli ze dwa razy złamałam paznokcia podczas używania go. No ale praktyka zawsze uczyni z nas mistrza. Paleta posiada gąbeczki na obu końcach długiego trzonka, ale nie używam tego elementu.

Miłego jesiennego makijażowania życzę :************** hugs & <3

5 komentarzy:

  1. Muszę w końcu kupić jakąś paletkę ze Sleeka :]

    OdpowiedzUsuń
  2. ja również, napaliłam się już dawno temu ale cieni mam aż dużo :D Czerwonej szmiki dla siebie wciąż szukam..

    OdpowiedzUsuń
  3. Wywalcie wszystkie cienie i kupujcie Sleek'a ;) Jak dla mnie najlepsze cienie jakie miałam naocznie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja sobie pozwolę nie zgodzić z tymi opiniami, że to są najlepsze cienie, że trwałe ok nie odmówię im pigmentacji ale na dłoni na oku już niestety nie są tak mocno na pigmentowane. Kupiłam je zachęcona ilością dobrych opinii i zachwytem nad tymi cieniami przez różne youtubowiczki i cóż jaki rozczarowanie z bazą czy bez bazy na oku tak samo się rolują a już nie mówiąc jak nie miłosiernie pylą i znikają po chwili z oka wole swoje sprawdzone cienie Inglot, IsaDora czy nawet Wibo się lepiej trzyma na oku niż Sleek. Pozdawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co osoba to opinia. Dodam też od siebie, że cienie Sleekowe osypują się podczas nanoszenia. Ale i tak je lubię. Dzięki za koment, każdy czytam uważnie :3

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...