wtorek, 10 lipca 2012

Dialog między wegetarianką a mięsożerką

Dziś w pracy miałam podnoszącą ciśnienie rozmowę z koleżanką. W dyskusji miała udział jeszcze jedna dziewczyna, ale jestem minimalistka i uproszczę rozmowę do niezbędnego i ogólnego zarysu kwestii z którą borykam się od pół roku tzn odkąd przeszłam na wegetarianizm. A zaczęło się niewinnie, od programu Rozmowy w Kroku, w którym mowa była o seksie nastolatków. Wymiana zdań zmieniła kierunek na niedawne zabójstwa dzieci przez ich tzw matki. Padło zdanie:

- ja bym nawet muchy nie zabiła, a co dopiero dziecko!
- weź nie chrzań! Jak można muchę do dziecka porównywać?!? Przecież to chore.
- chodzi mi ogólnie o zabijaie. W pale mi się nie mieści, że można własne dziecko zatłuc i trzymać ciało pare miesięcy w domu...
- no mnie też się nie mieści, ale człowiek to co innego niż jakiś insekt!
- rozumiem Twój punkt widzenia. Dla Ciebie człowiek jest najwyżej w hierarchii. Człowiek je zwierzęta, one z kolei jedzą mniejsze zwierzęta. W drugą stronę to nie działa.
- dokładnie.
- ja cenię życie ogólnie. Ale nie lubię dyskutować...
- to niedobrze. Dyskusja jest ważna.
- zawsze jest tak, że gdy wyrażam swoje zdanie na jakikolwiek temat to nie prowadzi to do żadnego porozumienia. Ktoś ma swoje zdanie, które mnie guzik zresztą obchodzi, bo mam swoje i przeważnie o moim delikwent wyraża się w sposób lekceważący, sugerujący, że jestem idiotką. Np ,nie jesz mięsa? przecież to bez sensu, mięso jest taaaakie zdrowe i smaczne!'...
- ale ...
- ...bo nigdy nie zdarzyło mi się, żeby ktoś po tym jak się dowiaduje, że nie jem mięsa powiedział coś w stylu: ,oooo! naprawdę? to fantastycznie! świetnie wyglądasz, widzę, że dieta Ci służy, może ja też spróbuję?'

Zmieniłam szybko tok rozmowy na hinduizm, że tam wierzą w karmę itede itepe i insektów nie zabijają. Bobyśmy się pobiły. Skończyło się na śmiechawie, gdyż jestem arcymistrzynią w rozwiązywaniu sporów.



Jak te człowieki mnie wytrącają z mojego poukładanego i uformowanego z doskonałą kulę kosmosu!! Niemal codziennie ktoś się dowala do mojej nowej diety. Widzę zainteresowanie w ich oczach i chęć pożarcia kolejnego steka z grilla, ale po prostu ręce mi wiszą po bokach i dyndają, a głowa przechylona jest nieco na bok z debilnym wyrazem twarzy.

I prawdę mówiąc odkąd zaczęłam liceum zatruwają mi bydlątka życie:

- słuchasz metalu? Przecież to jest okropne!
- studiujesz filozofię? Na co Ci to?
- nie masz chłopaka? Taka ładna przecież jesteś... Może lesbijka?
- czytasz książkę bez obrazków? Weź ją wywal!

Czasem mi się nic nie chce.

Co u Was słychać poza tym?

17 komentarzy:

  1. To sobie wyobraź jak dodatkowo zwiększa się skala problemu, gdy chodzi o weganizm :/ To jest męczące. Ludzie zachowują się jakby mieli prawo głośno i dobitnie wypowiadać swoje zdanie na tematy o których nie mają pojęcia. Szkoda, że wszystko co nieznane budzi w nas niechęć...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, moja koleżanka powiedziała mi moralizatorskim tonem, że weganie nie mają możliwości sobie dostarczyć wszystkich składników odżywczych. Poproszona o podanie choć jednego, na którego niedobór weganie cierpią- nie umiała odpowiedzieć.

      Usuń
  2. Dlatego ja robię swoje i nikomu się nie tłumaczę:) Nauczyłam się też rozróżniać ludzi z którymi warto toczyć dyskusje a z którymi lepiej odpuścić. Na niektórych po prostu szkoda czasu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, to bardzo przydatna umiejętność i oszczędza człowiekowi sporo nerwów. Pewne poglądy są po prostu wyzwaniem dla ludzi z otoczenia. Kiedy robisz coś, co nie jest powszechnie przyjęte w naszej kulturze, ludzie będą czuć się zaniepokojeni i odreagowywać to zaniepokojenie na tobie. Ja mimo, że nie jestem wegetarianinem na chwilę obecną, bardzo szanuję ludzi którzy potrafią iść tą drogą bez wywyższania się ponad innych. Mam takie osoby wśród znajomych i bardzo je cenię. Natomiast mam też świadomość ile panuje niezrozumienia na tym gruncie, zarówno ze strony wegetarian-fanatyków, jak i mięsożerców. Dyskusje na ten temat przypominają mi walki światopoglądowe z gruntu politycznego czy religijnego. Prościej i lepiej byłoby, gdyby każdy szedł po prostu swoją drogą.

      Usuń
  3. Doskonale Cię rozumiem. Jestem wegetarianką od przeszło 10 lat i tylko ja wiem ile razy doświadczałam podobnych sytuacji. W LO, potem na studiach czy teraz w pracy. Że już nie wspomnę o rodzinnych spendach, na których często słyszę" a.. nie jesz mięsa.. ale rybkę to zjesz?- no litości.. Na szczęście moi znajomi i najbliższa rodzina juz to szanuje i nie ma żadnego problemu chociaż nigdy nie zapomnę jak teściowa postawiła sobie za punkt honoru, że mnie "nauczy" jeść mięso- po kilku awanturach zaniechała niecnego planu.
    Nauczona doświadczeniem i dyskusjami z osobami, które i tak nie rozumieją moich argumentów często mówię, ze mięsa po prostu nie lubię i dlatego nie jem. Jakoś ludzie nie mają wtedy z tym żadnego problemu.
    Pozdrawiam i nie daj się:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rybka jest kultowa: ,przecież to nie jest mięso' słyszę. Jak na razie z moich obserwacji wynika, że to nie ja mam problem z wegetarianizmem tylko inni z tym, że jestem wegetarianką.

      Usuń
  4. A ja myślę, że masz w sobie sporo z nadgorliwości neofity i sama stwarzasz taką "energię walki". Oczywiście możesz zaprzeczyć ale samo to jak nazywasz tych po drugiej stronie Twojej barykady świadczy trochę o Twoim podejściu. Nie krytykuję Cię, chyba każdy to kiedyś miał, a potem własne pokusy, własne grzechy, doświadczenie, doświadczenie...okrzepniesz i zobaczysz pewne rzeczy w innym świetle. Oczywiście z mojego punktu widzenia potwierdza się teoria, że mięsożercy bardzo mocno trzymają się swego ale też początkujący wegowie strasznie ich prowokują, nawet jeśli nieświadomie.

    No i nazwij mnie psychopatką ale nie porównałabym muchy do własnego dziecka - w kontekście zabić własne dziecko a zabić muchę - bo to dla mnie zbyt duża abstrakcja. W wielu religiach wschodu również uznaje się stety, niestety hierarchię życia i np lepiej zjeść rybę niż krowę itp.

    Ale to tylko moje spostrzeżenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To też kwestia pakowania się ludzi na mój prywatny areał. Może moja niechęć do człowieka jako jednostki. Poszukuję zrozumienia i nie znajduję go.

      Usuń
    2. A to akurat nieprawda, że taka dziwna reakcja ludzi jest odpowiedzią na prowokację. Rozumiem, jeżeli zaczęłabym swój posiłek od "Wy to jesteście zabójcami, bo jecie mięso". A ja nawet nie chcę wpakować się w żadną dyskusję! Na początku było wręcz przeciwnie. Kiedy byłam w restauracji, po cichu wybierałam dania wege, wcale nie ogłaszając wszystkim, że jestem wegetarianką. Nawet o tym, czy bulion jest na mięsie, pytałam się nie przy stole, tylko tete-a-tete z kelnerem przy barze. Ale jako że to i tak to wcale nie zmniejszało chęci innych osób do komentowania mojego stylu odżywiania, odpuściłam sobie. Teraz mówię, że jestem wegetarianką i jeżeli ktoś pyta, dlaczego, odpowiadam, że szkoda mi zwierząt. Dalej bywa różnie. Ktoś na tym kończy, a ktoś, oczywiście, musi zacząć ze mnie kpić. Trudno. Też uważam, że to nie jest mój problem. Jeżeli ktoś mi mówi, że kocha kotleciki, przecież na rzucam się na niego z pianą w ustach? Czemu więc inni nie mogą nas też zostawić w spokoju? Rzeczywiście, w naszym społeczeństwie jest zerowa tolerancja dla jakiejkolwiek odmienności. Już to przechodziłam i dalej to przechodzę. A po co Ty uczysz się tych wszystkich języków, to bez sensu? A czemu Ty nadal nie masz chłopaka? A czemu, skoro masz chłopaka, nie jesteś mężatką? A czemu do tej pory nie masz dzieci?

      Milczę już o reakcji niektórych osób na to, że nie korzystam z kosmetyków, nietestowanych na zwierzętach.

      O tym, że nie lubię dzieci, w ogóle milczę, bo wtedy mnie zlinczowaliby po prostu.
      -anna3101-

      Usuń
  5. Hihi no jest w tym trochę prawdy, zdarzają się tacy ludzie, którzy bardzo agresywnie reagują na opowieści o wegetarianizmie, dlatego jak ktoś mnie pyta dlaczego nie jem mięsa, ja pytam zazwyczaj "a naprawdę cię to interesuje czy tylko masz ochotę mi powiedzieć jakie to dziecinne?". I wtedy zazwyczaj Ci, co chcieli to obśmiać mówią, że w sumie nie chcą o tym słuchać a ja nie musze słuchac ich pierdolenia nad moim uchem.

    Mój chłopak używa też zwrotów "moja świadomość ekologiczna mi na to nie pozwala" a do bardzo opornych przypadków "wiesz, odkąd nie jem mięsa nie wiem co to zatwardzenie" - zaprawdę temat natychmiast się kończy :D Ja próbuję też czasem z "religia mi nie pozwala" ale zazwyczaj ludzie pytają wtedy jaka to religia, czy nie buddyzm bla bla bla więc to wątpliwa kwestia.

    A jak ktoś odpowiada z przejęciem "Ojej, ja bym nie mogła" to mówię "no pewnie, skoro tak mówisz, to pewnie byś nie dała rady" i też cisza jak makiem zasiał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, skorzystam z tych ripost, bo kuż naprawdę nie mam pomysłów na reagowanie na pytania dot.mojej diety. Odpowiadałam zawsze, że jedni rezygnują z cukru inni z czekolady więc dlaczego tak dziwi rezygnowanie z mięsa? Też nie umieją sensownie ludziska odpowiedzieć. Szkoda, bo czasami chciałabym pogadać, trochę głębiej się z kimś w temat zanurzyć, a tu lipa...

      P.s. Wyzej jest literówka. Ma być już a nie kuż. Na tablecie, w komentarzach nie mogę normalnie poprawić, chyba że cały tekst usunę. Uroki życia w technologicznym świecie, w którym skusiłam się na fajny przedmiot mający swoje zady i walety ;) no cóż...

      Usuń
  6. Zauważyłam też, co mnie przeraża, że łatwiej jest usprawiedliwić eliminację mięsa czy alko w diecie, dietą wyszczuplająco-ujędrniająco-upiększającą niż empatią czy przekonaniami. O dziwo to też niektórych własnie przekonuje, że wygląda się młodziej i ogólnie jest się zdrowszym...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Człowiek zanim zda sobie sprawę, że jego zdrowie, życie i to co z nimi robi należy i zależy tylko od niego musi przejść najpierw fazę podobania się innym, to co osoba obok pomyśli, ciągle zadając sobie pytania czy wypada to zrobić.

      Wielu tak ma, dziewczyny, które w większości są wege i wygląd ma dla nich kluczowe znaczenie chyba zawsze przechodzą tę fazę ( tą fazę?). Ufajmy, że jak największa ich ilość dosyć szybko się z tego ,leczy'.

      Dziękuję za komentarze :* mam nadzieję, że nie zamotałam się w swojej gł.myśli, że ważne jest piękno wewn a zewnętrzne jest drugorzędne.

      Usuń
  7. Cześć, tak sobie wertuje internet w poszukiwaniach wege-blogów i tu trafiłam :) Bardzo przyjemny blog :))
    Jedna uwaga z mojej strony: Firma Dabur którą masz w liście kosmetyków testuje na zwierzętach; nawet info takie jest na ich stronie. Szkoda pasty goździkowej :( Życzę miłego dnia :)

    OdpowiedzUsuń
  8. To znowu ja-ta powyżej :) Wklejam linka na potwierdzenie:
    http://www.daburresearch.in/animal_facility.asp

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj! Cieszę się, że do mnie trafiłaś.

      Dabur i dabur research foundation to dwie różne firmy. Powiedziałabym, że ta pierwsza to firma, a drugi to koncern farmaceutyczny, który prawdopodobnie wykonuje zlecenia badań koncernów takich jak loreal. Tak więc pasta goździkowa zostaje na liście. Uf! Trochę mnie zaniepokoiłaś tym likiem i wertowałam tą stronę wnikliwie, ale chyba nie ma

      Usuń
    2. ...chyba nie ma powodów do zniechęcenia do tej ajurwedyjskiej firmy ^^

      pozdrawiammm!

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...