poniedziałek, 5 marca 2012

Szynkowar dla wegetarian ^^

Parę dni temu siedzę sobie przed mało eksplorowanym przeze mnie telewizorem z kawą w łapce i gały mi na wierzch wyszły z powodu tzw afery solnej, która dowali głównie zakładom mięsnym i żałowałam, że wegetarianką nie zostałam 10 lat temu... Tak sobie teraz myślę: ćwiczę jogę, nie palę, nie chleję jak świnia, a za 5 lat okaże się, że mam raka - w końcu ten syf w mięsie jadłam przez całe życie i gdzieś to się odkładało w organizmie. Już nawet nie mam ochoty nikomu przysolić, po prostu mi ręce opadają, gdy na światło dzienne wychodzi taka akcja. A niech was, chciwy pomiocie, drzwi ścisnął!

Jakiś czas temu mój rodziciel zainwestował w machinę do robienia mięsa w domowym zaciszu. Polecam Wam dietę wegetariańską, zwłaszcza teraz, gdy wiosna za paskiem, ale jeśli już jesz mięso, Drogi Czytelniku, to też zainwestuj w taki wynalazek.

Przy dźwiękach płyt: Therion "Theli" oraz Haendla "Juliusz Cezar" przez 2 godziny razem z siostrą walczyłam ze zrobieniem pierwszego w naszym życiu pasztetu sojowego. Przepis pochodzi ze strony Bea w kuchni i został lekko zmodyfikowany, ale nie będę przytaczać szczegółów - zrobicie sobie pasztet wg własnych zainteresowań smakowych. Oto etapy produkcji:

Gotowa masa jest gęsta, nie spływa z łyżki, wszystkie składniki zmieliłam w malakserze, coby szybciej było:


Szynkowar to tuba metalowa, gadżety obok służą do przyciśnięcia masy, dodatkowo potrzebny jest foliowy "rękaw", który zakładamy na tubę:





Upchnięta masa sojowa powinna pozostać w kąpieli wodnej przez niecałe 2 godziny. Po tym czasie tuba powinna studzić się dosyć długo, najwygodniej robić taki pasztet wieczorem:


Z masy, która nie została upchnięta w tubie uformowałam 6 kotletów. Dodałam niestety za dużo kaszy manny (bułka tarta wyszła, a do sklepu daleko). Zamroziłam je i wyciągam do obiadu, gdy zajdzie taka potrzeba.



Fajna sprawa taki szynkowar. Wiesz co i w jakich ilościach upychasz i co potem zostanie przez Ciebie skonsumowane, jest to też jakaś oszczędność finansowa. Od siebie dodam, że pasztet sojowy wyszedł pyszny! Wystarczy mi na jakieś 2 tygodnie. Za składniki zapłaciłam około 15 zł (nie wliczałam produktów typu olej czy przyprawy, bo one zawsze są w kuchni).

A do poduszki polecam dziś książkę "Sto butelek na ścianie" kubańskiej pisarki o imieniu Ena Lucia Portela. Bardzo mnie ubawiła, choć nie jest to historia wesoła. Po pierwszym rozdziale miałam ochotę wręcz oddać tą głupią lekturę do biblioteki (główna persona jest bita i wyzywana przez swojego chłopaka, o co kurde chodzi??). Wkręciłam się po drugim rozdziale, gdy Zeta zaczyna opowiadać swoje życie. Powieść o kobietach i pewnym porąbanym samcu, nie tylko dla kobiet. Jedna z bohaterek - Linda jest wegetarianką ^^

4 komentarze:

  1. Niestety szynkowaru nie posiadam, wiec wszystko przygotowuje w keksowkach, ale pomysl swietny! :)
    Ciesze sie, ze przepis sie przydal :)

    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  2. ja tego MUSZĘ spróbować! ale pewnie też w keksowkach XD rodzicielce ten wynalazek pokażę, bo ona czasem szynki sama sobie robi :)
    I nie bój Sorbetku, dziś już mówili, że ta sól nie że tak straszna!

    OdpowiedzUsuń
  3. Uf, dobrze, że na tym się afera skończyła. Pamiętam jakie były jaja w latach 90-tych, gdy zabijano całe stada szalonych krów. Ciekawe jaka będzie następna mięsna sensacja... A do wegetarianizmu będę Cię zachęcać na każdym kroku :) Na piwo dziś wpadnij!

    OdpowiedzUsuń
  4. fajny produkt. muszę spróbować.
    Pozdrawaiam i
    zaprszam do mnie. :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...