wtorek, 12 lipca 2011

Odpowiedź na komentarz



W komentarzu pod postem "Gumolandia" czytelniczka postawiła zarzut, iż firma Joanna nie powinna być traktowana jako cruelty-free, ponieważ w składzie żelu do golenia znajduje się składnik, który pochodzi z uboju zwierząt. Nie wiedziałam o tym - dziękuję Ci za komentarz i już piszę dlaczego nie wywalam Joanny z listy.

Składniki, takie jak tłuszcz zwierzęcy, znajdują się np w mydłach (patrz Biały Jeleń i Biały Wielbłąd). Prawdopodobnie także inne składniki z rzeźni znajdują się w kosmetykach i wegetarianie nie kupują takich produktów. Przyznaję, że jestem w trakcie eliminowania mięsa z jadłospisu, co było - jak trafnie zauważyła Ewa, jeden z moich licznych wyznawców XD - przewidywalnym krokiem osoby, która pisze poniższe słowa.

Cruelty-free to termin odnoszący się do produktów, których powstanie nie wiązało się z testami na zwierzach (czyt.: cierpieniem zwierząt). Jeśli do produkcji nie użyto składników pochodzących z uboju zwierząt mówimy o kosmetykach wegetariańskich. Jeśli nie korzystano z jajek, mleka lub miodu - mówimy o kosmetykach dla wegan. Mój blog ma na celu zwrócenie uwagi na problem testowania na zwierzętach. Dopóki ludzie jedzą mięso, dopóty będą istnieć rzeźnie, a więc resztki zwłok będą wykorzystywane np w kosmetologii, ponieważ tłuszcz zwierzęcy jest tańszy niż pozyskanie tłuszczu roślinnego (uprawa roślin, nawożenie, czekanie aż zakwitną o określonej porze - to zajmuje czas i pieniądze). Wiele osób je mięso, ale nie znaczy to, że chcą wydawać swoje pieniądze na koncerny, które finansują testowanie na zwierzakach. Jest to chyba częsty zarzut: "Nie kupujesz garniera, ale mięso młócisz - gdzie tu logika?!" Firmy jakie się tu pojawiają deklarują, że nie testują składników na zwierzętach i raczej nie mogą być posądzone o posiadanie swoich laboratoriów, gdzie testuje się na królikach najnowszy kremik, który sprawi, że zmarszczki wygładzą się o 2 miesiące.

Planuję w przyszłości przypisywać wegetariańskim firmom literkę W w etykiecie "firmy kosmetyczne", żebyście mogli szybciej je zlokalizować. V przypiszę firmom wegańskim.

To chyba tyle na ten temat. Na koniec mam prośbę do Anonimowych - podpisujcie się jakoś. Chcę mieć możliwość nie tylko podziękowania, wszak czasem wypada Was wyróżnić za to, że komentujecie i zwracacie mi uwagę, lecz także zbluzgania, jeśli przypałęta się tu jakiś troll.

Zdjęcie: błyszczyki Eveline, Nyx i My Secret.

6 komentarzy:

  1. napisałam wtedy ten komentarz bo myślałam że nazywanie kosmetyku cruelty-free jest równoznaczne z tym, że kosmetyk w swoim składzie nie ma produktów pochodządzych z uboju zwierząt. zwierząt na mięso, z którego potem czerpie się tak zwane produkty uboczne, przecież nie zabija się w humanitarny sposób. rozumiem jednak że termin cruelty-free jest mniej restrykcyjny niż moje własne kryteria wyboru kosmetyków i dotyczy tylko nietestowania.
    inna sprawa to składnik, o którym pisałam - stearic acid. w gąszczu tych wszystkich informacji można się pogubić... w składzie jakiegoś kosmetyku firmy Lush znalazłam właśnie ten składnik i w tym momencie zwątpiłam. Lush jest na dość restrykcyjnej liście klubu OK! (na liście mogą znajdować się tylko kosmetyki nie testowane i nie posiadające w produktach nic pochodządzego z uboju), dlatego zdziwiła mnie obecność tamtego składnika. wniosek - rozumiem, że stearic acid z reguły jest pochodzenia zwierzęcego, chyba że producent kosmetyków wyraźnie zaznaczy że roślinnego.
    no cóż, mam jeszcze problem ze sklasyfikowaniem gliceryny. jej źródłem w przemyśle są ponoć tłuszcze roślinne jak i zwierzęce. rozumiem, że w kosmetykach wegetariańskich gliceryna jest poch. roślinnego, na niektórych kosmetykach jest to nawet wyraźnie napisane. jednak co z takimi polskimi, tanimi kosmetykami? może ktoś z Was się wypowie jak w tym przypadku klasyfikuje glicerynę, czy omija ją w polskich kosmetykach (trudne zadanie)?

    OdpowiedzUsuń
  2. Hmm, zaintrygowałaś mnie swoimi komentarzami. Ja cruelty-free jestem od października 2010 mniej więcej i do tej pory się uczę; co do samego terminu to wydaje mi się, iż obejmuje tylko te firmy, które nie korzystają ze składników, które zostały przetestowane w laboratorium na żywych, odczuwających ból istotach. I tu pojawia się kwestia np SLS, który jest niemal w każdym kosmetyku do mycia skóry - kiedyś na pewno też został przetestowany na zwierzakach, a dziś kupuję go w żelu pod prysznic Ziaja. Na razie Ziaję kupuję, ponieważ deklaruje, że nie testuje (bo w Polsce to jest zabronione), możliwe, że z czasem stanę się bardziej restrykcyjna (mam nadzieję, że wegetarianizmu nie będę musiała odrzucić np z powodów zdrowotnych). Dziękuję za koment, zerknij na wizaż, wątek bezpieczne nie testowane na zwierzętach - zapytam się tam o to, jak dziewczyny traktują termin cruelty-free i co myślą o Joannie. Cium :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Chyba każdy decyduje sam za siebie jak bardzo chce być "cruelty-free". Ja uważam, ze robienie w tym kierunku czegokolwiek jest jak najbardziej pożądane, dlatego nie potępiam nikogo :) jednak faktycznie - każdy może różnie pewne rzeczy interpretować. Pozdrawiam, zielony_listek

    OdpowiedzUsuń
  4. O ile mnie pamięć nie myli,B iały Wielbłąd to własnie tym się różni od Jelenia, że nie posiada w składzie składników odzwierzęcych. pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Podziwiam bardzo dziewczyny, które mają taką wiedzę na temat składników, ale muszę powiedzieć, że tu się można pogubić totalnie. Zwłaszcza że, jako osoba próbująca mieć poza blogiem i nietestowanymi kosmetykami jeszcze jakieś życie, dość często staram się polegać na sprawdzonych listach. W życiu nie przyszło by mi do głowy, żeby podważać opinię listy OK!, a tu taka 'niespodzianka'.
    Tak czy siak, dobry czytelnik na wagę złota! Mi też często czytelnicy zwracają uwagę na rzeczy, o których nie mam pojęcia, dzięki czemu wszystko jest na tip top i na bieżąco kontrolowane.
    Swoją drogą, zielony_listku, chylę czoła przed tak gruntownym researchem :)

    OdpowiedzUsuń
  6. O nie, nie, nie :) ja jestem drobnym żuczkiem i takiej wiedzy nie posiadam :D Koleżanka, która napisała ten komentarz nie podpisała się, więc może chce pozostać anonimowa. Ja również podziwiam dziewczyny, które mają taką tajną broń na producentów kosmetyków :) Pozdrawiam, zielony_listek

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...