poniedziałek, 17 lipca 2017

PIXI

Zupełnym przypadkiem znalazłam stacjonarnie szafę z kosmetykami amerykańskiej firmy Pixi (nie mylcie z polską marką Pixie Cosmetics) - w UK szukajcie jej w sieci Marks&Spencer

Opakowania Pixi to głównie fantastyczny, jasnozielony kolor - nareszcie coś innego niż czerń. Love it! Szafa wygląda obłędnie i miałam ochotę kupić wiele, ale był koniec miesiąca, a ceny kosmetyków... eh - wyskokowe. Ta drogeryjna marka w USA jest pewnie groszową sprawą, ale ceny produktów im dalej od domu tym wyższe. Dla przykładu paletka mineralnych cieni: 15 funtów, eyeliner: 14, maskara: też 14 fu. 





Cienie jakie wybrałam to Copper Peach i są ... no kiepskie jak dla mnie. To moje pierwsze minerały i ostatnie jak na razie. Osypalskie i zbierające się w załamaniach po kilku godzinach (nie używam bazy). Mocno perłowe, ciepłe, rdzawe, idealne na jesienne, słoneczne dni. Paletka zawiera 6 miękkich w dotyku, malutkich cieni, które są niewiele większe od paznokcia mojego kciuka. Jeden, najciemniejszy brąz jest matowy (nakładam go sobie na brwi), a najjaśniejszy rozjaśnia łuk brwiowy, tak więc można tą jedną paletką zrobić cały makijaż oczu. Lusterka brak. 

Wygodniej nakłada mi się je palcami. Ot mam taki fetysz :) Wg mnie dokładanie do paletki pacynki + pakowanie jej w tekturkę to marnowanie materiału i zanieczyszczanie środowiska. Choć z drugiej strony papier łatwiej chyba recyklingować niż folię? Ale pacynka w czasach, gdy każda użytkowniczka kosmetyków inwestuje w pędzle to naprawdę śmiech na sali. 

Jestem teraz zainteresowana kosmetykami do pielęgnacji, na pewno jeszcze coś kupię, a interesuje mnie eyeliner, olejek różany z pipetką oraz eliksir pod oczy z kulką.

------------------------------------------------------
TEMPLE OF THE DOG HUNGER STRIKE

środa, 5 lipca 2017

AVALON ORGANICS

Zrobiłam wiosenne porządki w starych postach, ETYKIETACH oraz na MOJEJ LIŚCIE (VEGAŃSKIEJ); poczyniłam naprawdę sporo edycji, ponieważ duuuużo nieprawdziwych informacji w zakamarkach tam siedziało. Aż mi wstyd, że takie chaszcze tu zapuściłam <chlast>. To nie moja bardzo wielka wina - to czas tak szybko leci i nie nadążałam za zmianami w testowanym na zwierzętach świecie.

Jak zaczynałam blogowanie to słałam maile z groźbami i prośbami do firm z zapytaniem jak tam u nich z testowaniem. Przy sprzyjających wiatrach 2/10 moich maili dostało odpowiedź. WOW! Totalna olewka klienta. Zniechęciło mnie to. Niech się teraz młodsze dziewczyny tym zajmują. Ja po prostu przekazuje informacje (sprawdzone przez innych) dalej :)

Od 3 lat siedzę w Szkocji i po prostu nie mam dostępu do polskich szaf z kosmetykami, chemii gospodarczej, Rossmanna, więc nawet nie interesowałam się tym, że Bielenda, Eveline, Wibo, Inglot czy Delia już nie powinny gościć na tym blogu, bo po prostu ich nie kupuję. Kilka lat temu uczepiłam się kilku sprawdzonych (wtedy) informacji i nie docierało do mnie, że perę firm zostało wykupionych przez koncerny (Urban Decay) albo wlazło na rynek chiński (Bell). Bida z nędzą i nie ma pieniędzy... Szkoda, że tak się dzieje.

Pod koniec zakładki MOJA LISTA (VEGAŃSKA) znajdziecie spis innych blogów CF oraz V. Nie opieram się jedynie na Logical Harmony - to amerykańska blogerka i nie ma pojęcia za bardzo o naszych rodzimych, EU kosmetykach, więc zaglądam też na bardziej lokalne strony.

*

Na moją listę zawitało natomiast radośnie kilka innych firm i oto jedna z nich: szampon dodający objętości z rozmarynem Avalon Organics.

Uwielbiam ten produkt! Płyn jest gęsty i wydajny, nie rozlewa się po całym brodziku podczas prysznica. Włosy mam gładziutkie, rozsypują się jak w reklamie, szampon sam w sobie nie zawiera syfu petrochemicznego. Pieni się mocno, dobry do usuwania oleju z włosów - najpierw niewielką ilością płynu myję skalp, zmywam (przy okazji piana spłucze olej z końcówek) i potem jeszcze raz niewielką ilością domywam włosy od karku w dół. 

Fantastyczna, ciemnozielona, prawie czarna, unisexowa, plastikowa (szkoda, że nie szklana) butelka i zapach ziół! Mmmm, zdecydowanie dla mnie. Kupię ponownie, ale wersję cytrynową tym razem. 


---------------------------------
QUEEN INVISIBLE MAN

sobota, 24 czerwca 2017

LOT W CIĄŻY

Troszkę panikowałam czy malutka będzie spokojnie leciała w moim brzuchu. Sądząc po kopnięciach cieszyła się chyba bardziej niż ja lecąc do Polski na tygodniowy urlop. Lot samolotem to najkrótsza opcja jaką można wybrać (samochodem ponad 30 godzin kontra lot, który trwa niecałe 3 - nie ma dyskusji), lecz mimo to zawsze traci się cały dzień na podróż. Trzeba wstać z wyra i coś zjeść odpowiednio wcześnie, potem dojazd na lotnisko, które zawsze jest oddalone od miasta, odprawa to kolejna godzina, lot może być opóźniony, po lądowaniu trzeba się jeszcze z lotniska wydostać i dojechać do domu (jeśli się nie mieszka w mieście w którym się ląduje).
Dla ciężarnej to może być męka. 

Zanim się wtarabaniłam do samolotu to musiałam najpierw iść do położnej i poprosić o wypisanie papierka, że mogę podróż w ogóle odbyć. Na stronie Ryanair wyczytałam, że do 36 tygodnia można lecieć, ale trzeba mieć takie pozwolenie i pokazać podczas odprawy jeśli ktoś o nie poprosi. Po stronie UK nikt mnie o ten papier nie prosił. Natomiast po stronie PL jedna stewardesa zapytała w którym miesiącu jestem, dałam jej wtedy owy papier. Bez niego pewnie bym nie przeszła. Tyle.

Jeśli bym nie mogła lecieć toby mnie na lotnisku nie było. No ale jak trzeba mieć papiery to trzeba mieć papiery.

Ciśnienie na wysokości nie dało mi się we znaki. Podobnie jak całą ciążę lot przebyłam bezproblemowo, żadnych sensacji żołądkowych czy omdleń (czego się bałam), nie miałam zachcianek, gdy załoga serwowała posiłki i napoje, nie suszyło mnie, ani nie musiałam co 5 minut odwiedzać toalety. 

Niezbędnym elementem podczas takiej wyprawy jest mąż/partner/chłopak, innymi słowy ktoś z bicepsem, kto będzie targał bagaże. Akurat moja walizka podręczna na kółkach nie była specjalnie dokuczliwa, ale nie musiałam nikogo prosić, żeby ją umieścił lub wyciągał z luku bagażowego. 

Tu muszę nadmienić, że nie zdarzyła mi się w trakcie trwania ciąży niemiła sytuacja będąca wynikiem mojego odmiennego stanu. Poza tym jednym tygodniem w Polsce cały czas jestem w Edynburgu i codziennie ludzie ustępują mi miejsca w autobusie, albo trzymają drzwi, gdy chcę wejść do sklepu, kierowcy przepuszczają mnie na przejściach. Troskę w oczach widzę zwłaszcza u dojrzalszych, na oko 50-letnich kobiet, którym włącza się instynkt babci najprawdopodobniej :) Jest to przemiłe. Jeśli widzicie kobietę w zaawansowanej ciąży to proszę zapytajcie czy nie ustąpić jej miejsca - nogi naprawdę bolą jeśli nosi się przez całą dobę naturalny inkubator.

Ciekawostka: ponoć w Szkocji istnieje prawo, które pozwala ciężarnej zapukać do prywatnego domu i poprosić o skorzystania z toalety jeśli jest taka potrzeba, a toalet publicznych w okolicy brak. Nie wiem, nie próbowałam, nie odważyłam się nigdy.




Zdjęcie należy do Kingi W., której dziękuję za możliwość udostępnienia


-----------------------------------
THERION MARK OF CAIN

niedziela, 18 czerwca 2017

FAITH IN NATURE - FEMININE WASH

Siedzę na macierzyńskim dopiero 3 tydzień, ale już po 3 dniu tęskniłam za pracą... Nie mogę zrozumieć jak ktoś może pracować w domu. To zupełnie nie dla mnie. Ale z drugiej strony byczę się za wszystkie czasy, kokoszę, łączę umysł z wszechświatem i to też jest ok :)

Marka Faith in nature jest na rynku od 40 lat i od początku jest cruelty-free. Założycielka - Rivka Rose - rozpoczęła kosmetyczną przygodę w Szkocji, po tym jak wyemigrowała z Nowego Yorku.

Miałam kilka mydeł i szamponów od nich, w UK jest to popularna marka - solidna, naturalna, bezpieczna i tania. Widziałam ją nawet w szmateksach do kupienia za grosze. Ot odpowiednik Ziaji. Nic co musicie koniecznie mieć, ponieważ polskie ceny są pewnie sporo zawyżone, więc ...




Moim ulubieńcem jest zdecydowanie wegański żel do higieny intymnej. Jest to bardzo delikatny produkt, dla wszystkich typów skóry, kupię ponownie, gdy córka będzie już z nami i trzeba ją będzie czymś myć. Przypomina mi on żel do higieny intymnej Facelle - podobne odczucia myjące. 

Wolałabym, żeby był z dozownikiem, ponieważ ma konsystencję żelowo-wylewającą się i zawsze wyciśnie mi się za dużo niżbym chciała, przez co jest niewydajny. 

Nie zawiera parabenów i SLS, jeden z delikatniejszych żeli jakie miałam w rękach, nadaje się dla ekstra wrażliwej skóry, nie powinien podrażniać. Na pewno wezmę go do szpitala, żeby się czymś umyć po porodzie i w czasie połogu:

Aqua, Betaine, Caprylyl/capryl glucoside, Glycerin, Sodium cocoamphoacetate, Xanthan gum, Aloe barbadensis leaf juice, Aniba rosaeodora wood oil, Pelargonium graveolens oil, Citrus aurantium bergamia fruit oil, Rosa centifolia , flower extract, Vanilla planifolia fruit extract, Viola odorata extract, Citric acid, Parfum, Geraniol, Citronellol, Linalool

------------------------------
SÓLEY PRETTY FACE

piątek, 26 maja 2017

MAYHEM

Pod jednym postem znalazł się komentarz dotyczący Atilli z zespołu Mayhem. Chodzi o fakt, że Atilla Csihar jest wegetarianinem, ale na scenie podczas koncertu zespół wykorzystuje głowę prawdziwej świni jako rekwizytu. Tak więc co to za wegetarianin co robi takie rzeczy?
Ten zespół jest ekstremalny we wszystkim. Ale jeśli chodzi o norweski black metal to popaprańców jest więcej i są oni grubszego kalibru (Burzum). Ogólnie powiedziałabym, że obecnie im bardziej ekstremalny w muzyce jesteś tym lepiej dla kariery.

Z kolei fani płacą - fani chcą zobaczyć głowę zwierzęcia na scenie. A nie faceta udającego drzewo. Osobiście problemu z tym, co Atilla robi na scenie to nie mam. Kirk z Metallici też jest wegetarianinem, a chodzi w butach ze skóry węża, a jego kumpel James jest myśliwym. I co z tego? Co mnie obchodzi co robią inni? Ważne co ja robię. 

Na ile jesteś wege w swoim życiu?

A może to jedyny sposób w jaki Atilla zarabia na chleb? Ile jest takich osób, które muszą ideologię zostawić w domu i w pracy robić rzeczy, któych normalnie by patykiem nie tkli? 

Znam chłopaka, który je mięso, ale w pracy musi gotować homary. Ma z tym problem, chciałby, żeby ludzie przestali zamawiać i jeść te skorupiaki. Powiecie: przecież to proste! Niech zatrudni się w wegetariańskiej restauracji. A co jeśli był na rozmowie o pracę w takowej, ale pensja nie pokryje mu rachunków?

Ilu z wegan jeździ samochodami? Przecież w crush-testach używano żywych małp, które przywiązywano i zabijano w ,wypadku' aby zapewnić w przyszłości bezpieczeństwo podczas jazdy i produkować lepsze samochody.

Są dziewczyny, które kupują kosmetyki nie testowane na zwierzętach, ale pracują w drogerii, gdzie sprzedają asortyment firm testujących. Albo w sieciówkach z ciuchami robionymi przez dzieci w krajach trzeciego świata. Rozumiecie o co mi chodzi?

W moim rodzinnym domu jest czapka z lisa, którą w młodości nosiła w mroźne zimy ciocia. Czapka została zrobiona ręcznie jakieś 40 lat temu, gdy słowo weganizm nie istniało. Czy gdybym ją sprzedała komuś za pieniądze to by znaczyło, że wspieram futrzarski biznes? Mam zresztą do dziś kilka ciuchów z wełny, buty ze skóry. Jakby mnie jakiś weganin (albo raczej weganka, bo to dziewczyny są bardzo zaangażowane, ale facet zostawił komentarz więc to jego wywołuję do tablicy) oblał farbą, a potem bym mu wytłumaczyła, że nie jem mięsa i nie piję mleka, mam w domu kota, od osoby która miała go utopić, jadam w wegańskich knajpach, kupuję wegańskie kosmetyki, etc to nie byłoby mu głupio?

Koleżanka wspomniała mi o dziewczynie, która będąc ciężarną wegetarianką miała straszną ochotę na mięso. Organizm się tego domagał, to ciężkie do zwalczenia. No i chcąc nie chcąc, ze łzami w oczach jadła od czasu do czasu kurczaka. I co jej zrobicie? Psami poszczujecie?

Ciąża wyzwala we mnie egoistyczne stany, dziecko jest najważniejsze w chwili obecnej. Dziś ide do położnej. Gdyby miała mi powiedzieć coś w stylu:
- Proszę pani, dziecko ma pewne braki. Musimy pani zaaplikować łyżkę tranu dziennie, buteleczka za 5 funtów lub wyjątkowo drogą wegańską kurację na tą przypadłość...
To bez wachania kupiłabym tran. Sorry, takie klimaty.

Będąc np w Polsce, mając taką se zapomogę w tym fantastycznie prorodzinnym kraju i ojca dziecka z najniższą pensją, a idąc do sklepu po proszek do prania jak myślicie jaki wybiorę? Eko wegański za 39 zł czy tani, do tego w promocji, firmy testującej na zwierzętach?

Może Atilla ma alergię na mięso i to jedyny powód dla którego jest wege? A może to nie on kupuje od rzeźnika ową głowę tylko menadżer zespołu? Może wokalista połowę swojej kasy za koncerty oddaje schronisku na karmę albo sterylizację kotów i nie chwali się tym we wszystkich wywiadach do Metal Hammera?

Jeśli kogoś to razi to nie będzie chodził na koncerty Mayhem, zainteresowanie spadnie i nie będą już tego robić (bo zajmie się tym inna podziemna, blackmetalowa grupa). Jeśli kogos to naprawde drażni to niech napisze maila do zespołu - może wezmą sobie to do serca i przestaną?


czwartek, 25 maja 2017

WEGAŃSKIE PERFUMY



WEGAŃSKIE PERFUMY


Auphorie
A Perfume Organic

DefineMe Fragrance
Dolma

Ecco Bella

French Girl Organics

Harvey Prince Organics

Klean Spa

Lavanila

Pacifica
Possets Perfume

Sweet Anthem

Terra Nova
Tsi-La

Vered Organic Botanicals




CRUELTY-FREE PERFUMY


Aromi
Arquiste

Black Phoenix Alchemy

Commodity

D.S. and Durga

Forager Botanicals

Haus of Gloi
H&M
Honore des Pres

Jo Wood Organics

Le Labo (cf, należą do Estee Lauder)
L’Erbolario ?
Lotus Wei
Lurk

Marks & Spencer
Molton Brown
My Daughter Fragrances

Penhaligon's (jest CF, ale należy do PUIG)
Pour le Monde

Rouge Bunny Rouge

Silk Naturals
Strange Invisible

Tallula Jane
The 7 Virtues


wtorek, 16 maja 2017

SMUGGLERS SOUL

Minimalizm jest mi obcy i obojętny, brakuje mi barokowego rozmachu w obecnych wystrojach wnętrz, ubiorach i perfumowaniu się - mało kiedy mijam osobę nie tylko ładnie pachnącą co pachnącą Wogóle czymkolwiek. Mam wrażenie, że jeśli ktoś wykosztuje się na buteleczkę to pryska się dwa razy do roku - na BN i Wielkanoc. To samo jest w Szkocji - raz minął mnie świetnie pachnący facet, jakbym była bardziej odważna i solo, a on by się nie spieszył na przystanek tobym go zaprosiła na randkę zastrzegając, że ma pachnieć tak samo.

Smugglers Soul to (wg mnie) perfumy skomponowane dla mężczyzn, które mogą spodobać się kobietom. Są wegańskie. 
Zawierają olejek z drzewa sandałowego, wetiwer, trawę cytrynową i jakiś kwiatek ponoć w tle pobrzmiewa. Wersja jaką posiadam to chyba nawet woda toaletowa nie jest. Zapach nie jest trwały, żałuję, że nie kupiłam czegoś bardziej skumulowanego w oleje, ale były to moje pierwsze perfumy od Lush i nie chciałam wydawać majątku (dziwne, bo dla kasy na zapachy zdolna byłabym sprzedać rodzeństwo na eksperymenty).




Bardzo lubię ten zapach, jest dziwaczny, piwniczny lub strychowy i to w nim lubię. Pasuje mi do czarnego stroju, który ubrałabym na koncert - oczami wyobraźni widzę zespół Tool grający Stinkfist albo XIII Stoleti i ich Elizabeth. Tego typu klimaty. Taki zapach przyjemnie byłoby poczuć u golibrody, gdzie strzygą się lumber Jacki brodate. Albo w warsztacie samochodowym, gdzie przystojne chłopaki pompują dentki swoim Davidsonom. Naprawde S.Soul może się nie spodobać, więc nie kupujcie ich w ciemno! Chyba, że lubicie totalnie odjechane zapachy rodzaju stare kościoły, czy zapach przeterminowanych lekarstw. Jest w nich coś sztucznego niczym zardzewiała karoseria. 

Ma niesamowitą buteleczkę z atomizerem - jak płyn do szyb dla gotów. Ma ona pojemność 200 ml, nie jest zbyt elegancka i nie wydaje mi się, iż jest solidna, ale nie  miałam okazji ani chęci przetestowania upadku z wysokości. I przyznam, że perfumuję nimi również pościel lub pokój gdy spodziewam się gości - takie kadzidełko, tylko zdrowe dla nosa. 

Więcej o perfumach tej marki w tym filmiku, który bardzo lubię, wolę patrzeć na flakoniki niż na twarz autora. Zazdroszczę mu kolekcji :)
----------------------------------------------------
EDYTA BARTOSIEWICZ KOZIOROŻEC
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...