piątek, 12 sierpnia 2016

KREM POD OCZY

Od niepamiętnych czasów kupuję kosmetyki, z tym że  skupiam się na zapobieganiu niż pielęgnowaniu czegoś co się już na mnie zagnieździło. Akurat używanie samego oleju koko jest nudne, urozmaiciłam więc sobie pielęgnację twarzy i zafundowałam krem pod oczy. 

Zapobieganie zmarszczek jest łatwe jak zjedzenie bułki bez masła ...albo oleju koko! - wystarczy co kilka dni trochę się pomasować jakimś olejem, coś wklepać (nie wcierać!), unikać słońca i ... tyle. 

Nonique wklepuję już prawie rok i jest niemal uzależniający - wieczorem łagodzi napięte od uśmiechania się do pacjentów przez 8/dzień mięśnie ;) To ciekawe, że jak idziecie do dentysty to oczekujecie miłej pogawędki, a jak dentysta ma zły dzień to od razu się takiego delikwenta zapamięta. Znacie to? 
Wczoraj po raz pierwszy od ponad dwóch lat usłyszałam od pacjentki, że lubi przychodzić do gabinetu równie mocno co do fryzjera, bo to inwestycja w zdrowie. Jak się słyszy 3 razy dziennie na dzień dobry, że ,nie cierpię tu przychodzić' to się człowiek uodparnia i czasem już nie wiadomo co odpowiedzieć. 

A jak już stękam to wspomnę, że brytyjska transmisja z olimpiady w Rio ssie; BBC aż mnie zadziwia brakiem profesjonalizmu - od wczoraj gadają o srebrnych medalach kajakowych, trzeba przełączać kanały co pół godziny, bo wszystko przeplatane jest serialami, nie wiadomo kto z kim wygrał. Teraz oglądam taniec konia :/ Mogli to posklejać jakoś zgrabniej biorąc pod uwagę prawie 100-letnie doświadczenie. Mam nadzieję, że Tokio za 4 lata da czadu :)


Nonique jest niemiecki, nie zawiera oleju palmowego, wegański, posiada certyfikat BDIH. Powiedziałabym, że miodzio, ale trochę to nie na miejscu :)

--------------------------------------------
sunao ni narenakute sayuri sugawara

niedziela, 7 sierpnia 2016

ALISSA WHITE-GLUZ - METALOWA WEGANKA

Jeśli kochacie muzykę metalową to na pewno znany jest Wam zespół ARCH ENEMY, którego wokalistką od niedawna jest Alissa - aktywistka praw zwierząt, jedna z najgorętszych hot lasek przemysłu metalowego oraz weganka. Brałabym! :P


Alissa urodziła się wegetarianką, a w wieku nastoletnim odkryła weganizm, któremu jest od tamtego wierna. Niemal w każdym wywiadzie jest o to pytana. Traktuje to bardzo poważnie, uważa, że to najlepsze co jej się w życiu trafiło, jej styl życia obejmuje nie tylko dietę - bojkotuje cyrki oraz aquaparki, nie używa kosmetyków firm testujących na zwierzach, zorganizowała produkcję organicznych koszulek z nadrukiem zespołu, które miały być sprzedawane po koncertach. Niech nam śpiewa jak najdłużej!


You're gonna hear me roar! - nie uważacie, że Kasia Perry jest do niej podobna? ;)
-----------------------------

sobota, 23 lipca 2016

WEGAŃSKA KANAPKA - PRZEPIS Z TREACLE

Nie myślałam, że zrobię post o gotowaniu. Ale jak się jest w związku to raźniej się chodzi po mieście - przygruchałam sobie kucharza :D

Podczas zwiedzania Edynburga we dwoje przypadkowo weszliśmy do restauracji TREACLE, która mieści się niedaleko pomnika Artura Conan Doyla. Była to jedna z pierwszych randek ze Sławkiem i z góry chciałam zaakcentować z jaką laską się umawia - zamawiałam i wybierałam tylko wegańskie jedzenie. Chłopak postanowił rzucić się na szeroką wodę i nie zrazić mnie do siebie więc nie decydował się na jedzenie mięsa. Tym sposobem skusiliśmy się na kanapkę z orzechami nerkowca, rzodkiewką i kalafiorem - PYCHA! 



Kanapka jest absolutnie przepyszna, kolorowa, sycąca, zdrowa i tak duża, że nie mogłam jej ugryźć bez wysypywania dokoła składników. Postaram się tu mniej więcej odtworzyć jej przygotowanie:


KALAFIOR należy porozdzielać na dające się wepchnąć do bułki kawałki i ugotować, czerwoną PAPRYKĘ pokroić w cienkie paski i podsmażyć na oleju. To samo należy zrobić z CUKINIĄ i papryczką CHILI (jeśli lubimy na ostro) -  w cienkie paski i dodać na patelnię do papryki. Posolić i oprószyć pieprzem.
NERKOWCE posiekać i dodać na koniec do warzyw na patelni. Bułkę lub bagietkę lub co tam mamy w chlebaku przeciąć na pół i włożyć do niej warzywa. Dodać na wierzch RZODKIEWKĘ surową i posypać wszystko CZARNYM SEZAMEM. 

*

Planując zdrowe życie nie zapominam o aktywności fizycznej - próbowałam zdobyć Pentlandy (dojazd busem nr 4, na pętlę), ale wspięliśmy się ledwo na wysokość skoczni narciarskiej. Hmm, czyli cieniutko... Dodatkowym dla mnie demotywatorem były pasące się dalej konie - o nie nie. Mój strach przed tymi zwierzakami jest wciąż zbyt silny (patrz: serial ZOO). Musze się zapisać na jazdę konną, żeby zwalczyć ten lęk - wszak piszę bloga cruelty-free i nic co chodzi na czterech łapach lub kopytkach nie powinno mi być wrogie ;)


Widok z Pentlandów nie jest tak porywający jak z góry Artura, ale i tak warto 


---------------------------
great dj - the ting tings

niedziela, 26 czerwca 2016

POTTING SHED

Jako mieszkanka Edynburga staram się tu robić moje własne Spoted by locals i prezentować wegańskie smakołyki, ewentualnie miejsca warte odwiedzenia. Coby było wiadomo, że w Szkocji nie tylko bebechy owcy dostaniecie w daniu o nazwie haggis.


W Potting Shed zjadłam świetnego, vegańskiego burgera - bułka została posmarowana masłem orzechowym i było to coś naprawdę interesującego :D Sama nigdy bym się nie zdecydowała na taki eksperyment kulinarny.

Uwielbiam stylistykę tego miejsca: drewniana (nie wykluczając kibelka) sporo staroci wisi na ścianie, blaszane doniczki na kwiaty są zardzewiałe, każde krzesło z innej parafii - hipsterstwo pełną parą.
Warto zajrzeć dla jeszcze jednego powodu: wybór lokalnych piw nie jest może imponujący, ale jest. Warto skosztować lokalnego Ale - są pyszne :)
Kuchnia jest zamknięta między 3-5pm - zostaliście ostrzeżeni! :)

A jeśli już słońce przygrzeje to nic lepszego na świecie niż piwko na łonie natury - Princess Gardens są idealne na leniuchowanie po pracy. Właściciele psów sprzątają po swoich ulubieńcach, więc bez obaw można się położyć bezpośrednio na trawie. W lecie ogrody są obsiane wylegującymi się ludźmi, wręcz trudno znaleźć kilka metrów tylko dla siebie.


*

Euro 2016! Kibicuję naszym chłopakom - wczoraj wygrali ze Szwajcarią w rzutach karnych. Nie podniecam się jednak piłką tak jak kilka lat temu, gdy nawet paznokcie sobie malowałam we flagi


*

Ale jeśli macie piłkę oraz piwo totalnie gdzieś to polecam świetną powieść o kobietach: Poczet królowych polskich Marcina Szczygielskiego. Mamy tu historię dwóch kobiet z różnych światów - jedna żyje w czasie drugiej wojny, druga jest korpoludkiem. Okazuje się, że są spokrewnione i następuje clash pokoleń. Jedna z lepszych książek tego roku na mojej liście. Teraz męczę Szeptuchę...

-------------------------------
revolverheld mit dir chilln

niedziela, 5 czerwca 2016

DIPTYQUE

Dzięki LogicalHarmony nieoczekiwanie dowiedziałam się, że jedna z moich ulubionych marek perfum jest cruelty-free. Bardzo się z tego cieszę, nie ukrywam, ponieważ w popularnych perfumeriach zapachów jakie proponuje DIPTYQUE nie znajdziecie. Są unikalne i jedyne w swoim rodzaju. Przyznaję, że perfumy to jedyna działka, gdzie czasem wyłamię się od zasady stosowania cruelty-free zakupów w życiu codziennym - kupiłam niedawno czarny Poison Diora, ale to dlatego, że kolekcjonuję dziwaczne zapachy, a tu była palona śliwka i nieco trupi odorek. Śliczne, słodkie i rozkoszne perfumki od Britney mnie nie interesują.

Marka Diptyque jest Wam na pewno znana z sieci - świece przeważnie zdobią półki modnych faszonistek i minimalistek, ponieważ bardzo ładnie prezentują się na tle białych, pustych pomieszczeń. Jest to ekskluzywny dodatek i nie ukrywam, że świetny prezent. Ze świeczek nie jestem jednak aż tak zadowolona jak z perfum. Ale o tym może kiedy indziej.



TAM DAO mam od dawna, nie pamiętam gdzie kupiłam ... Jest to lekko drzewny zapach zawierający nuty trawy. Bardzo bezpieczny - jakbyśmy gałązkę bazi przynieśli ze spaceru i wstawili do szklanki z kranówką, żeby przez chwilę cieszyła oko.
Świetne do mieszania z innymi zapachami - nieagresywne Tam Dao na nadgarstek, a kwietne, pyszne, mocne perfumy na szyję. Ten pomysł zapodała na swoim kanale Pozzzziomka i jest to coś co mnie absolutnie fascynuje, do takiego eksperymentowania przydałyby mi się jednak wszystkie moje flakony, tymczasem połowa kolekcji jest w Rzeszowie. No i trzeba się choć trochę na zapachach znać i nie połączyć przysłowiowego kwiatka z kożuchem, bo będziemy pachnieć jak Sephora albo Debenhams.

Po co to robić? Po co mieszać perfumy, skoro jeden flakon jest tak bogaty i zlewamy się nim czasem od stóp do głów? Bo za jednym zakrętem pachnącym bzem może się niespodziewanie znajdować następny za którym znajdziemy dziki ogród różany.

Niestety nie grzeszą trwałością. Jest to ich największa wada.

------------------------
agnes obel riverside

sobota, 28 maja 2016

WOOD WICK

Sojowe świeczki z drewienkiem WoodWick- moja nowa miłość, ponieważ drewienko skwierczy podczas palenia niczym małe ognisko; jest to bardzo uspokajający odgłos. Trochę drogie, ale zwykłego, taniego wosku z tesco za 4,99 zł już nigdy nie kupię.

Sojowe świece nie są tak chemiczne jak zwykłe woski z parafiny, a ja palę codziennie - wprowadza mnie to w romantyczny nastrój. Nie ma nic milszego od palącej się świeczki, deszczu za oknem, kieliszka wina i filmu ;) Sojowy wosk ponoć nie kopci tak bardzo - muszę to zweryfikować, bo po Yankee Candles mam sadzę na ścianie w łazience.



Kupiłam sobie WW o zapachu bzu - uwielbiam, wręcz ubóstwiam bez. Ma piękny kolor i zawsze znajdę ten zapach na ulicy pomimo, iż drzewka nie widać. Świece posiadają drewniane wieczko na którym można je stawiać, a po wypaleniu używać jako podstawka pod kufel. Bardzo praktyczne.

I na koniec świecowy life hack - jeśli świeca jest już na wykończeniu i nie macie długich zapałek to zapalicie ją makaronem spagetti :) 

-----------------------------
the wicker man fire leap

niedziela, 15 maja 2016

ZAPACHY JUNIPER RIDGE

100 % organiczne perfumy Juniper Ridge, robione z naturalnych składników, cenowo wahające się między 35 $ - 122 $

Dlaczego warto znać? Według przekopanej przeze mnie sieci jest to jedyna ,dzika' firma produkująca perfumy. Zawartość to rośliny, mech, grzyby, podściółka leśna, drzewa Stanów Zjednoczonych, konkretnie z zachodniego wybrzeża, poczujemy tu wycieczkę do parku narodowego, gdzie natura jest nie wymacana przez człowieka albo spacer z plecakiem nad brzegiem rzeki.

Ideologia mnie pociąga, najwyraźniej twórcy obok pędzonego bimberka zajmują się również tworzeniem zapachów ;) - na pewno stanę się perfumowym myśliwym i ustrzelę Yuba River, ponieważ Sabbath to mój perfumowy guru.

Osobiście jestem osobą nieco przewrażliwioną na punkcie czystości i sterylnego miejsca pracy, lubię na ten przykład jeść obiad w posprzątanym pokoju, a już na pewno na czystym stole. Ale czasem brakuje mi zapachu wsi, lasu po deszczu, zbutwiałego drewna wyrzuconego na brzeg, nawozu albo prawdziwego wychodka za domem babci. Niedawno wracałam autobusem i na jednym z przystanków wsiadł facet z psem, który był ewidentnie mokry po spacerze nad morzem. Wcale mi ten zapach nie przeszkadza, choć nie należy do przyjemnych. Dlatego bardzo mnie te perfumy intrygują, na pewno w nich się odnajdę :)


idealne zdjęcie Yuba River zaczerpnięte z 


--------------------
finntroll ett norrskensdad

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...